Co nowego u Nocnych Łowców? Lord of Shadows, Cassandra Clare. Recenzja

Dawno nie pisałam, bo nic, co ostatnio czytałam lub oglądałam nie zainspirowało mnie na tyle, żeby to zrecenzować. Piękna i Bestia oraz Opowieści z Akademii Nocnych Łowców zostały obgadane w gronie znajomych, więc na dłuższy czas mój zapał do ponownego spisywania opinii wygasł (na pewno jednak jeszcze do nich wrócę). Ale właśnie coś przyciągnęło moją uwagę i spieszę, aby się tym podzielić.

Myślałam, że Cassandra Clare niczym mnie już nie zaskoczy, ale jednak jej się to udało. Parę dni temu wyszedł Lord of Shadows, drugi tom z cyklu Dark Artifices. Błyskawicznie pochłonęłam swoją kopię (po angielsku; na stronie wydawnictwa polskiego nie widziałam żadnych wzmianek o nadchodzącym tłumaczeniu, ale patrząc po Opowieściach z Akademii, może to zająć dość długo).

LOS_cover

Lady Midnight nie podobała mi się. Uważam, że przypomina za bardzo fanfiction wydrukowane bez żadnej korekty. Lord of Shadows też ma momenty w stylu fanfiction (pewne historie osobiste postaci, momenty walki, akcja popychana na siłę), ale zdecydowanie mniej znaczące dla fabuły – mogę przymknąć na nie oko.

Najpierw część bez spoilerów (z jednym oznaczonym).

Mocne strony:

  • Atmosfera. To najlepsza część książek CC. Fenomenalna w Diabelskich Maszynach, o wiele słabsza w Darach Anioła, w Mrocznych Intrygach powraca z całą mocą.
  • Naprawdę ma się wrażenie, że jest się wśród bohaterów i przeżywa historię razem z nimi!
  • Nawiązania do poprzednich tomów. Faktycznie użyteczne, czy to dla rozwoju postaci, czy dla popchnięcia fabuły.
  • Budowanie podwalin pod następną serię CC, Last Hours. Pojawia się parę wzmianek, do których zrozumienia jest potrzebna znajomość Akademii i ogólnych nowinek z uniwersum, ale są ładnie wplecione w historię i to głównie ciekawostki.
  • Użycie historii z Faerie i Ciemnym Dworem. Nie do końca wykorzystane, ale na razie wystarczające.
  • Rozwój wewnętrzny bohaterów, który zajmuje sporą część książki. Podoba mi się, że (po raz pierwszy w serii CC) bohaterowie wychowali się na wojnie i musieli szybko dorosnąć, a teraz są gotowi poświęcić wszystko, aby ratować własną skórę (szczególnie Jules!).
  • Wykorzystanie Jace’a i Clary oraz Magnusa i Alec’a, którzy choć raz w tej serii faktycznie są użytecznymi i ciekawymi postaciami, zachowującymi własny charakter (w przeciwieństwie do ich ról w Pani Nocy).
  • Postać Annabel i jej zachowanie – zupełnie zrozumiałe.
  • Styl pisania. Lekki i wciągający.
  • Kreowanie zróżnicowanych postaci.
  • Ostatnia scena. To ta zaskakująca część. Tego się nie spodziewałam!

Słabe strony:

  • Złe postacie są za słabe, a dobre – zbyt silne. Wygrywanie wszelakich bitew nie sprawia większego kłopotu, a (SPOILER) Emma bardzo łatwo pokonuje kogoś, kto miał być starożytny, potężny i nigdy nie przegrał żadnej walki (KONIEC SPOILERU). Przez to czytelnik nie boi się utraty bohaterów, nie ma komu kibicować i zaczyna głowić się nad bezsensem i brakiem realizmu w niektórych scenach (wszystkich scenach walki).
  • Pospieszanie scen walki, a rozwlekanie wątków miłosnych. To historia o anielskich wojownikach umiejscowiona w przededniu paskudnej wojny, czy Harlequin? Poza tym niektóre momenty ‚romantyczne’ są jak wyjęte z fanfiction, trójkąciki i czworokąciki w każdym wydaniu rasowo-płciowym dwoją się i troją, a Cristina czasem zachowuje się jak napalona fanka…
  • Zbyt małe niebezpieczeństwo, rozwlekła fabuła, słabe budowanie napięcia. Szkoda, że zamiast trylogii nie jest to sześcioksiąg, tak jak Dary Anioła. Te tomy są po prostu zbyt długie jak na pojedyncze wydarzenie kulminacyjne, zajmujące ledwie parę stron.
  • Całkowity brak uzasadnienia, dla którego nagle wszyscy bohaterowie cytują wiktoriańskich poetów.  W Diabelskich Maszynach pasowało – to były ich czasy, postacie nie miały wielu rozrywek poza książkami, Will i Tessa kochali poezję, a ta ostatnia wychowała się w Przyziemnej rodzinie. Ale kiedy mamy rok 2012, Los Angeles i Nocnych Łowców z krwi i kości, do tego raczej młodszych nastolatków… To po prostu zupełnie się nie zgrało. Podobnie jak oparcie całej tej serii na kilku wierszach, co w zamierzeniu zapewne miało być podniosłe i romantyczne, wyszło na wciśnięte na siłę i niedopasowane. Nie, po prostu nie.
  • Mimo tego, że postacie są bardzo zróżnicowane, to jednak myślą w podobny sposób – chłopak czy dziewczyna, starszy czy młodszy, Nocny Łowca czy Faerie. Szkoda, że historia została przedstawiona z tak wielu punktów widzenia, bo w tym miejscu ujawniła się słabość w pisaniu Clare. Gdyby autorka ograniczyła się tylko do pisania z punktu widzenia trzech lub czterech głównych postaci, nie byłoby to tak widoczne.
  • „Zapożyczanie” scen z innych książek/filmów. Kto przeczyta, na pewno je łatwo wyłapie. Wiele scen lub nowych postaci jest bardzo podobnych do innych z poprzednich książek CC (co mogło być zamierzone, ale może też świadczyć o braku nowych pomysłów), ale tu chodzi o podejrzane podobieństwa do książek innych autorów. Szczególnie jedna scena jest bardzo podobna do innej znanej z Władcy Pierścieni, obie też mają podobne znaczenie dla fabuły. Tym gorzej, że Cassandra Clare jest trochę znana z „pożyczania” od innych autorów…

Podsumowując: Lord of Shadows jest znacznie lepszy od Lady Midnight. Choć przydługi i miejscami nielogiczny, naprawdę wciąga, a na wątki w stylu fanfiction tym razem da się przymknąć oko. Choć uważam, że Cassandra Clare ewidentnie woli pisać romanse i zupełnie niepotrzebnie wciska je w ramy świata wojowników, skoro nie ma ochoty na sceny walki i wyraźnie nie zna się na realiach takiego świata, jakoś udaje jej się to zamaskować. Wykorzystanie historii Faerie to był strzał w dziesiątkę, podobnie jak zawarte w tym tomie podróże bohaterów oraz ich rozwój osobisty, nadający każdemu indywidualny charakter i sprawiający, że łatwo ich polubić. Tom czyta się lekko i przyjemnie, mimo swojej długości nie nudzi. Na pewno jeszcze wiele razy wrócę do Pana Cieni.

A dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej…

KĄCIK SPOILEROWY Czytaj dalej

Reklamy

Zabawa z Next Chapter. Tworzymy postać w świecie Harry’ego Pottera

Cześć wszystkim w Nowym Roku!

Dzisiaj przychodzę z nietypowym wpisem. W Sylwestra miałam przyjemność być gościem Embers z Next Chapter na jej kanale 🙂 Razem nakręciłyśmy filmik, gdzie tworzymy własne postaci w świecie Harry’ego Pottera 😀 Zapraszam do oglądania!

Wybaczcie moją sztywną twarz i przytłumiony głos, w trakcie nagrywania byłam koszmarnie chora i trochę klapnięta jestem na filmiku ;P Ale było bardzo zabawnie!

Przyłączcie się do zabawy i stwórzcie własne postacie. Dołączcie do wydarzenia na facebooku i pochwalcie się nimi tutaj.

Muszę przyznać, że polubiłam nasze postacie. Wymyśliłyśmy tyle, że właściwie można by napisać fanfiction! Normalnie nie piszę takich rzeczy, skupiam się raczej na tworzeniu własnej książki, którą mam nadzieję kiedyś wydać, ale właściwie w ramach wprawki pisarskiej mam ochotę zrobić kilka krótkich historyjek o mojej postaci. Możecie się spodziewać od czasu do czasu paru rozdzialików. Na święta dostałam tablet do rysowania, więc może nawet to mini fanfition zostanie opatrzone ilustracjami 😉

PS. Teraz możecie mnie znaleźć także na Facebooku. Na kolażu w tle przedpremierowo 2 zdjęcia z cosplayowej sesji z Americą Singer z Rywalek. Cała sesja wraz ze specjalnym wpisem pojawi się na blogu, kiedy wszystkie zdjęcia przejdą obróbkę 😉

Bawcie się dobrze!

Grace Times

 

Kalendarz książkoholika

Zostałam nominowana przez Embers z Next Chapter, żeby zrobić listę najlepszych książek roku 2016. I tak miałam coś podobnego w planach, więc z przyjemnością taką listę stworzyłam 🙂

Oto moje podsumowanie roku 2016 w książkach:

1. Pięknisia

Szklany miecz. Uwielbiam takie minimalistyczne, symboliczne okładki. Ta jest wspaniała i tak idealnie koresponduje z akcją książki!

szklanymiecz

2. Niebiańskie wnętrze

A nagroda za najlepszego przystojniaka roku 2016 idzie do… Cassandry Clare za Marka Blackthorna z Pani Noc! Cassie jest znana z tworzenia fantastycznych ciasteczek, ale to szczególne jest zdecydowanie dobrze wypieczone. 😉

paninoc

3. Magnez poezji

Najpiękniejszy tytuł? Prawdodziejka to bardzo ładny neologizm. Tłumaczenie jest nawet lesze, niż ten tytuł w oryginale. 😀 Rzeczywiście poezja.

prawdodziejka

4. Cios z zaskoku

Biała róża kompletnie mnie zaskoczyła. Po mocno niedopracowanym Klejnocie zupełnie nie spodziewałam się tak rewelacyjnej kontynuacji. Właśnie skończyłam czytać Czarny Klucz, ostatni tom serii i mogę powiedzieć, że na szczęście trzyma poziom 🙂

bialaroza-front_cmyk300-400x600

5. Porażka

Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Zdecydowanie porażka roku, szczególnie przy całym tym szumie i rozgłosie, które narobiły mi nadziei na coś niezwykłego.

przekletedziecko

6. To kiedy film?

Wiele tegorocznych książek chętnie zobaczyłabym na dużym ekranie: Czarny Klucz, Młot Thora, Szklany miecz… Ponieważ jednak są to kontynuacje, w tej kategorii uhonoruję inną powieść. Fobos ma potencjał na absolutny hit!

fobos

7. Ha!

Jeśli chodzi o zabawne książki, te autorstwa Ricka Riordana nie mają sobie równych niezależnie od roku wydania. Tym razem jest to Młot Thora. To nie jedno „ha!”, ale wręcz całe „hahahaha!” 😉

Młotthora.jpg

8. Morze łez

Zanim się pojawiłeś. Najsmutniejsza historia od czasu Gwiazd naszych winy.

zanimsiepojawiles.jpg

9. Pierwsza zieleń

Wiosna to czas, kiedy wszyscy mają już dość roku szkolnego/akademickiego i marzą tylko o wakacjach. W takim razie może coś buntowniczego? Skaza będzie w sam raz!

skaza.jpg

10. Promyk słońca

Syrena to książka idealna na lato. Najlepiej czytać ją na plaży, kiedy wylegujemy się na słońcu, a fale delikatnie obmywają nam stopy. Lato to najlepsza pora roku, aby dać się porwać niezwykłej atmosferze Syreny.

syrena.jpg

11. Złotawy liść

Coś na jesienną chandrę? Może W ramionach gwiazd – książka, która zabierze was daleko od przyziemnej pracy… prosto w kosmiczne przestworza 😉

w ramionach gwiazd.jpg

12. Śnieżynka

Szarobury zimowy nastrój umili nam Korona, zwieńczenie serii Rywalki. Jest słodko, jest różowo, jest nostalgicznie.

korona.jpg

13. Książka roku

Nagroda dla najlepszej książki roku wędruje do…

*fanfary*

NERVE!

nerve

Po mojej recenzji można się było tego spodziewać 😉 Uwielbiam Nerve. Ta książka rządzi rokiem 2016!

A jak wyglądają wasze książkowe kalendarze? Dajcie znać na stronie wydarzenia!

Grace Times

 

Fantastyczne zwierzęta i jak je zaleźć. Recenzja

Nowy Jork, rok 1926.

W mieście zjawia się pewien Brytyjczyk z tajemniczą walizką i robi niezłe zamieszanie…

Dziś Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć (scenariusz J. K. Rowling, reż. David Yates) trafiły do kin. Ja już wczoraj miałam przyjemność zobaczyć je poddczas pokazu przedpremierowego 😀

J. K. Rowling znowu to zrobiła. Zaczarowała mój świat. Tym razem zabrała mnie w podróż jednocześnie nową i znajomą. Już na wstępie mogę powiedzieć: Fantastyczne zwierzęta są… no właśnie, fantastyczne!

Film jest równie dobry, co poszczególne części Harry’ego Pottera, a jednocześnie znajduje miejsce na wszystko, co w oryginalnej serii zostało pominięte: czas na rozwinięcie fabuły, życie codzienne w świecie czarów, relacje z mugolami, fantastyczna fauna.

Wszystkie teksty na pottermore oraz sama książka wydana pod nazwiskiem Scamandera dały widzom niemal takie same podstawy, jak wcześniej książki o Harrym, tyle że tym razem po raz pierwszy podczas oglądania filmu na podstawie prac Rowling nie znaliśmy uprzednio fabuły.

eddie

Film jest świetny zarówno sam w sobie, jak i jako prequel serii o Harrym. Aktorzy są jedną z  jego największych zalet. Eddie Redmayne, zdobywca Oscara (Teoria wszystkiego), o którego tak bardzo zabiegano, by grał Newta, poradził sobie w tej roli znakomicie. Jest zabawny, uroczy, bystry, intrygujący. Sprawia, że chce się o nim dowiedzieć więcej. Jego gra jest świeża i świetnie dopracowana (opłaciły się godziny spędzone w terenie na rozmowach z treserami zwierząt – nawet sposób chodzenia Newt’a jest charakterystyczny i realistyczny!). Poza tym, na brodę Merlina, poszłabym do kina tylko po to, żeby zobaczyć, jak Eddie wydaje z siebie odgłosy godowe…

Pozostali aktorzy też poradzili sobie bardzo dobrze. Zdecydowanie trzeba wyróżnić Ezrę Millera, który pokazał, na co go stać jako Credence’a. Byłam również bardzo ciekawa, jak poradzi sobie piosenkarka Alison Sudol w roli Queenie i natychmiast po obejrzeniu filmu zostałam jej fanką. Alison sprawia, że Queenie jest jedną z najciekawszych postaci w uniwersum.

queenie

Gra światła, efekty specjalne, obłędna muzyka kojarząca się z Harrym, ale utrzymana w stylu lat dwudziestych stwarzają niepowtarzalną atmosferę.

Kostiumy, za które odpowiedzialna była Colleen Atwood, są utrzymane w stylu zarówno „potterowym”, jak i wpasowującym się w lata 20. Stroje członków Nowego Salem są ewidentnie inspirowane ubraniami siedemnastowiecznych purytan. Ten pomysł to strzał w dziesiątkę.

eddie2

Czas akcji jest nieprzypadkowy. Pomijając wydarzenia znane z kanonu (jak wzrost w siłę Grindelwalta właśnie w tych latach, czy jego pojedynek z Dumbledorem w 1945), to dobry moment na właśnie taką fabułę, jaka jest przedstawiona w filmie. Pamiętajmy, że lata 20 w USA to the jazz age, modernizm, utracone pokolenie, ale również nowy purytanizm, czerwona panika. Na tym tle fabuła Fantastycznych zwierząt zdaje się być jeszcze bardziej realistyczna.ezra

Fantastyczne zwierzęta idealnie pasują do „oryginalnych” fanów Pottera, którzy dorastali z Harrym, a teraz mają po 20 parę lat. Są mroczniejsze, brutalniejsze, bardziej nieprzewidywalne. To nie film dla dzieci. Mimo to myślę, ze ludzie, którzy interesują się uniwersum HP trochę mniej również znajdą tu coś dla siebie. To taki film, który każdemu może przypaść do gustu.

tina

Długo mogłabym jeszcze zachwycać się nad każdą składową i nad całością filmu. Tutaj jednak skończę i powiem tylko: magia powróciła, a nawet lepiej – ona nigdy nie odeszła.

Ocena:

Najlepsza postać: Newt Scamander, oczywiście!

Najlepszy aktor: Eddie Redmayne. To jego show. Zaraz po nim Ezra Miller.

Kostiumy: czysta radość dla oczu widzów i przyszłych Fantastycznych cosplayer’ów.

Efekty specjalne: świetne, szczególnie w wersji 3D!

Najlepsza scena: trudno wybrać jedną, bo cały film trzymał równy poziom.

Efekt końcowy: 10/10

*zdjęcia pochodzą z pottermore.com

Grace Times

Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Jack Thorne – recenzja

Cześć, misiaki 😀

Minęło już sporo czasu od momentu, kiedy Harry Potter i Przeklęte Dziecko wszedł do księgarni. Pojawiłam się na nocnej premierze, dorwałam książkę i… recenzji nie napisałam. Dlaczego? Wiecie, wszystkie części Harry’ego Pottera to dla mnie najlepsze książki ever i niedościgniony wzór powieści idealnej. Gdybym miała bloga w czasach, kiedy wychodziła seria (bo oczywiście książki stały u mnie na półce już w dzień premiery), znajdowałyby się na nim najlepsze recenzje, jakie mogę napisać i liczyłam, że teraz będę miała okazję to nadrobić. Niestety, srogo się zawiodłam. Oczywiście wiedziałam, że Harry Potter i Przeklęte Dziecko to nie powieść, a scenariusz sztuki wystawianej na West Endzie, jednak na pisaniu i odgrywaniu scenariuszy trochę się znam, więc akurat dość szybko pogodziłam się z samą formą. Wiedziałam również, że Rowling nie jest jedyną autorką, ale książka była promowana w taki sposób, jakby Jo ją napisała i miała przy tym jedynie małą pomoc, więc i na to postanowiłam przymknąć oko. Jednak kiedy tylko przyjrzałam się książce uważniej, z wielkim zawodem stwierdziłam, że Rowling ma z tą książką bardzo niewiele wspólnego. Pomimo jej nazwiska drukowanego wielkimi literami bijącego z okładki, to Jack Thorne jest właściwym autorem tej sztuki, a pani R. raczej nie napisała w niej ani słowa. Obiecała, że seria o Harrym liczyć sobie będzie siedem tomów i słowa dotrzymała. Pomimo tego, co napisano na okładce, nie uznaję tego za ósmy tom serii. Nic – od autora, przez formę, a nawet aż po tłumaczenie – nie jest takie samo, jak wcześniej. Dla mnie jest to jedynie dodatek do serii, taki jak Nieoficjalna książka kucharska Harry’ego Pottera, i jako takie właśnie fanfiction jest ok. Po prostu ok. Gdyby to jeszcze chociaż było stylizowane na styl Rowling albo zgadzało się z treścią i zasadami ustanowionymi w poprzednich książkach… Ale nie. Scenariusz wygląda tak, jakby autor wszedł na fanfiction.net, spisał najczęściej pojawiające się, najbardziej oklepane pomysły i wcisnął je tu naraz, kompletnie pomijając choćby zgodność charakterów postaci. Nic tu się nie zgadza. Nawet scena na peronie 9 i 3/4 różni się od tej samej opisanej w Insygniach Śmierci. Brakuje masy bohaterów, o których nie ma nawet wzmianki. Gdzie jest Teddy? Skoro jest dla Harry’ego jak syn, to czemu jest tak, jakby nie istniał? Dlaczego wszyscy zachowują się, jakby dostali zupełnie nowe osobowości? A główny wątek historii? Przecież on pogwałca wszystkie prawa czarodziejów! Właśnie o to chodziło w poprzednich częściach, że się nie dało zrobić tak, jak radośnie zrobiono tutaj. Poza tym chciałabym zaznaczyć, że cała historia nic nie wnosi. Na końcu jest taka sama sytuacja, jak była na początku. Nic się nie zmienia. Jedynie dowiadujemy się kilku co by było, gdyby, co samo w sobie jest na szczęście wystarczająco ciekawe, żeby historii do końca nie pogrążyć.

20161021_205218.jpg

A nowi bohaterowie? Delphini – bez komentarza. Albus? Zbuntowany, nieprzyjemny, użalający się nad sobą nastolatek – słaby materiał na głównego bohatera. Córka Hermiony i Rona, Rose, nagle zadzierająca nosa, jakby zjadła wszystkie rozumy? Kolejne wybielanie postaci Snape’a (choć miło było go zobaczyć z innej strony, więc przymknę na to oko). Jedynie Scorpius i Draco ratują tą historię. Draco zachował swój charakter, a jego syn jest świetną postacią. Nadal zachowując typowe dla ślizgona cechy, jest wesoły, dzielny i zabawny.

20161021_210411.jpg

Być może gdybym zobaczyła najpierw sztukę na West Endzie, podobałoby mi się. Jednak sam scenariusz jest średni, a w polskiej wersji nawet gorszy, bo zmiana tłumacza raczej rzadko kiedy wychodzi tomowi serii na dobre (a dwójka tłumaczy do jednej książki to już samobójstwo). Historie publikowane przez Rowling na Pottermore mają w sobie całą magię świata Harry’ego i są o wiele ciekawsze, niż Harry Potter i Przeklęte Dziecko. One są kanonem, a tego za kanon nie uznam.

20161112_125734

Natomiast Rowling faktycznie napisała scenariusz do Fantastycznych Zwierząt (wczoraj podczas premiery wydany drukiem) i już po samych zwiastunach i wywiadach dostępnych w Internecie widzę, ze magia powraca. Już w ten czwartek idę na nocną premierę (byłam pierwszą osobą, która zarezerwowała bilet w moim kinie – a jak!) i szybciutko w piątek wieczorem napiszę recenzję. Nie mogę się doczekać!

Grace Times

Targi Książki w Krakowie 2016

Cześć, misiaki 🙂 Wesołego Halloween!

W ostatnią sobotę odwiedziłam 20 Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie. A oto parę moich przemyśleń na ten temat…

Dojazd beznadziejny, z centrum nic nie jechało, nikt nic nie wiedział, w końcu musiałam iść spory kawałek pieszo, przeziębiona i w paskudną pogodę (przysięgam, jak tylko wjechałam do Krakowa, temperatura spadła o kilka stopni. Najazd dementorów, czy co?). Korki przed Expo ogromne. Na szczęście przynajmniej w kolejce nie stałam za długo – weszłam bramką dla blogerów, autorów i gości specjalnych #vip.

20161029_152236.jpg
Zaproszenie dla blogerów

Ludzi pełno niczym na premierze Igrzysk Śmierci w Berlinie (czyli naprawdę pełno) – niech no mi ktoś teraz powie, że Polacy nie czytają! Mnóstwo osób stało w ogonkach do autorów, których nie brakowało. Wydawnictwa młodzieżowe stanęły na wysokości zadania: kolorowe wystawy, zabawy i konkursy oraz przemili przedstawiciele przyciągali wzrok. Sporo wydawnictw językowych i zagranicznych, a także gadżetów dla książkoholików, jak zakładki, koszulki z cytatami czy czytniki.

20161029_171559
Wydawnictwo Jaguar

Niestety, trochę gorzej poradziły sobie wydawnictwa uniwersyteckie, które miały znacznie mniejszą ofertę i mniej przyciągające wzrok stoiska (choć równie miłych przedstawicieli).

20161029_170021
Młot Thora zdobyty!

Atmosfera panująca w hali była bardzo przyjemna:na dworze lało, a w środku słychać było sprzedawców zachwalających książki, głosy speaker’ów opowiadających o autorach płynące z głośników i radosny śmiech kupujących.

20161029_165337
Przepiękna wystawa wydawnictwa Wielka Litera. Szkoda, że na zdjęciach niewiele widać… Wszystko zrobione z luster – kolosalne wrażenie na żywo!

Dzięki Bogu znalazła się też szatania: tylu książek nie dałabym rady dźwigać cały dzień! Wydałam majątek. Kupiłam tak dużo, że w drugą stronę trzeba było jechać taxówką… #noregrets

20161029_153819
rysowniczka Aleksandra Kucharska – Cybuch przy wydawnictwie Media Rodzina

Oczywiście było też mnóstwo blogerów i spotkań organizowanych specjalnie dla tychże, ja jednak je wszystkie przegapiłam przez ten beznadziejny dojazd. Mimo to miło było poplotkować z wydawcami i napatrzeć się na tyle książek na półkach 🙂

20161029_160019
Wydawnictwo Otwarte miało bardzo pomysłowo zrobiony kącik, którego niestety nie złapałam dobrze na zdjęciu
20161029_163502.jpg
Raj dla fanów komiksów

W następnym wpisie może wreszcie zabiorę się za recenzję Harry’ego Pottera i Przeklętego Dziecka, a jak tylko skończę czytać Młot Thora, spodziewajcie się go na blogu 🙂

Grace Times

Trening Nocnych Łowców cz. 3

Treningu Nocnych Łowców z Next Chapter część 3 i ostatnia!

8. Impreza

Piątkowy wieczór spędzony na imprezie u Magnusa to najlepszy piątkowy wieczór 😀 Na co dzień noszę głównie czerń, więc teraz czas na coś czerwonego i zwiewnego. Karminowa suknia, krótsza z przodu i bardzo długa z tyłu, szeroka od pasa, lejąca się wokół kostek jak woda to jest to. Nie spodziewam się żadnych bójek, ale przezorny zawsze ubezpieczony, więc nie zapominam o specjalnej biżuterii wykonanej z poświęconego srebra i elektrum – szpilce do włosów i bransoletach, a do butów wkładam małe noże do rzucania. Zabieram ze sobą Marka (tylko najpierw się upewniam, że nikt nie ubrał go w futro), bo rozpaczliwie potrzebuje edukacji imprezowej, i Izzy – ona wie najlepiej, jak się bawić!

glitter.jpg
Let it glitter!

9. Broń

Oczywiście mój ulubiony łuk, który dostałam po praprababci. Nazywa się Kataigida, czyli Burza. Rozumiecie, bo tnie przeciwników jak burza 😉 To dar faerie, cenna broń przekazywana w rodzinie tylko kobietom. Jest zaczarowany: nigdy nie chybia i słucha tylko swojej właścicielki. Do walki wręcz używam floretu, który dostałam w Instytucie w Paryżu. Nazwałam go Aitis – Sztorm. Ten miecz ma czubek z adamasu, więc świetnie sprawdza się w walce z demonami. Te bronie stanowią przedłużenie mojej ręki. Ich ostrość i niezawodność przypomina mi, że to narzędzia, a nie zabawki. Mają służyć wyłącznie czynieniu dobra.

10. Strona mocy

Drużyna dobra, tylko! Clave mnie irytuje i rzadko kiedy się z nim zgadzam, ale to nie powód, żeby niszczyć świat i mordować niewinnych. Anarchia to nie rozwiązanie! Moim zadaniem jako Nocnej Łowczyni jest chronienie ludzkości przed demonami i to właśnie zawsze zamierzam robić. Raczej będę nawoływać do pojednania między Nocnymi Łowcami, niż zabijać tych, którzy się nie zgadzają z moimi przekonaniami, jak Sebastian. Poza tym nie mogłabym zdradzić przyjaciół – odwaga, uczciwość, lojalność i męstwo to cechy, które są dla mnie najważniejsze. Zło to łatwy wybór. Dobro to wybór mądry i odważny.

11. Bohater

Pamiętacie, jak Mark uratował mi życie podczas naszej randki? (tak, tak, spadłam z dachu budynku. Mnie wgl zdarza się spadać z różnych rzeczy. Niedawno spadłam ze schodów i skręciłam nadgarstek xD) Niedługo później mogłam mu się odwdzięczyć. Pewnej nocy Mark wybrał się na samotny patrol przy węźle geomantycznym i został zaatakowany przez mantydy. Akurat wracałam z Emmą z Nocnego Targu i na chwilę odłączyłam się od niej, chcąc pobyć trochę sama i pospacerować brzegiem morza, kiedy coś przykuło moją uwagę – masa negatywnych emocji, nagły metaliczny smak w ustach świadczący o obecności demonów. Skupiłam się i usłyszałam niewyraźny, tłumiony przez zaklęcia faerie wewnętrzny głos Marka. Od razu wyczułam jego skupienie na walce oraz powoli przejmującą nad nim kontrolę panikę, tak różną od jego zwykłego spokoju. Pobiegłam szybko jak wiatr w stronę, którą podpowiadała mi intuicja. Szybko oceniłam sytuację i zobaczyłam, że mantyd jest za dużo dla jednego wojownika, a Mark właśnie stracił broń. Sięgnęłam po Kataigidę i z daleka z łatwością wykończyłam potwory. Podbiegłam do chłopaka, który błądził na skraju przytomności, szybko tracąc krew. Mimo protestów nałożyłam mu kilka iratze, które na szczęście od razu pomogły. W ten sposób uratowałam życie Marka Blackthorne’a (a on zabrał mnie w podzięce na kolejną, tym razem bardziej udaną randkę 😉 ).

shadowhunter.jpg

Oto mój profil Nocnego Łowcy. A jak wygląda wasz? 😉

Grace Times

 

Trening Nocnych Łowców cz. 2

Kontynuacja Treningu Nocnych Łowców z Next Chapter 😉

7. Randka

Na randkę zabrałam Marka Blackthorne’a, którego poznałam w Instytucie Los Angeles 🙂 Intrygujący chłopak o niepokojących oczach pełnych tajemnic, pół faerie, który przeżył Dzikie Polowanie? Tak, proszę! Świetnie rozumiemy się z Markiem – oboje trochę różnimy się od innych. Poza tym Marka chronią zaklęcia faerie, które uniemożliwiają mi czytanie mu w myślach. To sprawia, że jestem go jeszcze bardziej ciekawa! A jak przebiegła nasza randka?

Noc. Grace i Mark siedzą na szczycie wieżowca, spoglądając na plażę. Mark czyta.

Grace: Co czytasz?

Mark: Słowa, słowa, słowa. (czyta na głos)

Mo­ja miłość równie jest głęboka

Jak morze, równie jak ono bez końca;

Im więcej ci jej udzielam, tym więcej

Czuję jej w sercu.

Grace: (ze śmiechem) Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości. Mówić to mało, trze­ba mówić do rzeczy.

Mark: (pochyla się) Żar­tu­je z bliz­ny, kto nie zaz­nał rany.

Grace: (oburzona) Czy ja cię ranię?

Mark: Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem, zbyt mądrze piękna, stąd is­tnym jest głazem.

Grace: I jeszcze nazywasz mnie głazem, tak? Czekaj no, zaraz ci wsadzę tą książkę w…

Mark: Nie! Litościwa pani! Ja tylko chciałem wyznać ci me uczucia.

Grace: Najpierw miłość, a potem jakieś głazy! Jak tak kochasz, to pożycz skrzy­deł od Kupida!

Mark: (zawzięcie) Niech więc będzie! Konia, królestwo za konia! (wsiada a motor i odlatuje)

Grace: Stój! To była taka metafora!

Mark (odwraca się): Lecę po la Chanson de Roland, może tam wyczytam lepsze miłosne słowa, godne mojej pani!

Grace: (staje na skraju budynku) Zaraz ci zrobię la chanson de la mort de Mark Blackthorn, jeśli natychmiast tu nie wrócisz i nie-!

(Grace spada, drąc się niemiłosiernie. Mark ratuje ją)

Grace: Na Anioła, było blisko! Merci, merci!

Mark: Miało być nastrojowo, a tu zaraz by się skończyło żałobnie!

Grace: Tak, to by mogło w pewien sposób zabić atmosferę.

Mark: Do diabła z tymi wierszydłami! (wyrzuca książkę) Chodźmy po prostu na pizzę.

Grace: Niczego więcej nie pragnę. Ostatecznie… przez żołądek do serca!

Mark: A reszta niech będzie milczeniem.

(odlatują w stronę wschodzącego słońca)

mark_blackthorn
rysunek autorstwa Cassandry Jean

Pizza była pyszna.

*Cytaty pochodzą z Szekspira. Pieśń o Rolandzie właśnie czytam  na historię literatury francuskiej i nie mogę pozbyć się jej z głowy, stąd tu ona się wzięła xD

Reszta treningu w części trzeciej i ostatniej!

Grace Times

 

Trening Nocnych Łowców cz. 1

Cześć, misiaki!

Rok akademicki rozpoczął się i wziął mnie szturmem już od pierwszego dnia, więc nie miałam za bardzo czasu na pisanie. Tymczasem Embers z Next Chapter wpadła na fajny pomysł stworzenia własnej postaci w świecie Cassandry Clare. Znalazłam chwilę czasu między odrabianiem francuskiej gramatyki, a wkuwaniem historii Wielkiej Brytanii i… oto moja postać:

  1. Instytut

Od dziecka jakoś nigdzie nie mogę zagrzać miejsca. Urodziłam się w Idrisie, w rodzinnej posiadłości Solestar’ów. Uczęszczałam do Akademii Nocnych Łowców, ale kiedy poprzednich właścicieli zabił smoczy demon, moją rodzinę przydzielono do Instytutu w Krakowie. Ponieważ uwielbiam podróżować i poznawać nowe kultury, a także znam świetnie kilka języków (w tym stary faerie i kilka demonicznych dialektów), po skończeniu 18 lat postanowiłam wyjechać do zagranicznego instytutu. Na pierwszy ogień poszedł Paryż, gdzie spędziłam 3 miesiące. Z paryżanami miałam okazję pojechać na badania do instytutu w Londynie, gdzie zostałam kolejny miesiąc. W końcu wybrałam następny cel – instytut w Los Angeles. Dużo słyszałam o Emmie Carstairs i Blackthornach, pamiętałam ich z Mrocznej Wojny, a poza tym kocham morze i ciepły klimat, więc uznałam, że mogę zostać tam na dłużej. Dzięki temu uczę się walki pod wodą, a pogoda sprzyja intensywniejszym i dłuższym ćwiczeniom. Poza tym uwielbiam wcinać wampirzą pizzę, mniam!

2. Trener

Ile instytutów, tylu trenerów. W ANŁ uczył mnie mistrz strzelania z łuku, w Krakowie prywatny trener pomógł mi w opanowaniu wielu języków i walce z użyciem różnych broni, w Paryżu i Londynie tamtejsi nauczyciele szkolili mnie w walce w ciemnościach i ukrywania się, ale prawdziwy przełom nastąpił po wyjeździe do LA. Emma i Jem Carstairs okazali się być świetnymi trenerami. Emma uczy mnie zwinności, szybkości i walki mieczem, a Jem – precyzji, opanowania, walki bronią dalekosiężną, oraz jako były Cichy Brat pomaga mi rozwijać moje indywidualne talenty.

3. Parabatai

Moja historia parabatai jest dość przygnębiająca. Dla mnie od dzieciństwa był to ważny związek, więź nie do pokonania, wyjątkowa przyjaźń. Czekałam na odpowiednią osobę bardzo długo, aż w końcu znalazłam Marcellusa. To było jak kliknięcie – idealna harmonia. Niestety, radość nie trwała długo. Kiedy Jonathan Morgenstern zaczął tworzyć armię, nasza ceremonia została odroczona, a my walczyliśmy ramię w ramię przeciwko Mrocznym… do czasu. Pewnego dnia namówił mnie na patrol w sąsiednim instytucie. Trafiliśmy prosto w łapy Morgensterna. W obliczu przygniatającej przewagi liczebnej ukryłam się, ale Marcel podszedł prosto do Jonathana, przysiągł mu lojalność i napił się z Kielicha. Potem odwrócił się w stronę mojej kryjówki i wystrzelił z kuszy. Ranna uciekłam z trudem tylko dzięki Bramie. Zdrada bolała bardziej, niż zranienie. Potem Marcel zmarł razem z innymi Mrocznymi w ostatniej bitwie Mrocznej Wojny.

4. Podziemni

Jestem przyjaźnie nastawiona do wszystkich Podziemnych, nawet do faerie, choć teraz kontakty z nimi są zakazane. Cóż… lex malla, lex nulla! W Instytucie Krakowskim mam parę znajomych wilkołaków, którzy czasem pomagają mi  w patrolach. Najbardziej jednak lubię czarowników. Można się od nich tyle nauczyć, przeżyć razem tyle przygód, usłyszeć niezwykłe historie! Z wampirami za to otwiera się zupełnie nowe nocne życie. Zdarzyło mi się raz pójść z Magnusem, Catariną i Dolly na imprezę… To była niezapomniana noc pełna przygód uwzględniających nurkowanie, parę gęsi, jedną wystraszoną kapibarę i mnóstwo brokatu!

5. Przyjaciel

Przyjaźnię się z Emmą i Jem’em, po prostu świetnie dogaduję się z Carstairsami! Razem z Emmą chodzę na zakupy, oglądam filmy, zajadam pizzę i trenuję. Jem i ja mamy podobny charakter, więc mogę się do niego zwrócić z każdym problemem, a on służy radą i doświadczeniem.

6. Talent

Wrodzony. Cii, to tajemnica… Potrafię czytać w myślach! Tym bardziej ironiczna ta sprawa z parabatai, nie? Marcellus musiał użyć jakiegoś specjalnego zaklęcia, żeby mnie blokować. Mój dar bywa przekleństwem, jak sami możecie się domyślić. Nadmiar cudzych myśli i uczuć potrafi przytłoczyć, dlatego Jem uczy mnie kontrolować ten przepływ danych. Clave nic nie wie o moim talencie i niech póki co tak zostanie. Oni nie są zbytnio tolerancyjni…

shadowhuntress
Podczas patrolu

Reszta w części drugiej 😉

Grace Times

Test na patronusa na Pottermore

Cześć, misiaki!

Czekaliśmy na to 4 lata! I wreszcie się doczekaliśmy… Przed wami oficjalny test na patronusa na pottermore.com, prosto od J. K. Rowling!

Patronus to rodzaj pozytywnej siły… Jest projekcją tego, czym dementor się żywi… nadziei, szczęścia, woli przeżycia… ale nie może odczuwać rozpaczy jak prawdziwy człowiek, więc dementor nic nie może mu zrobić.

Jak działa test na Pottermore?

W przeciwieństwie do quizów służących za Tiarę Przydziału i przydzielających do domów w Hogwarcie i Ilvermorny, ten nie zadaje pytań, na które trzeba odpowiedzieć, a jedynie pokazuje dwa lub trzy słowa, z których trzeba wybrać jedno, kierując się intuicją. Co więcej, każde pytanie pojawia się tylko przez kilka sekund, więc nie ma ani chwili na zastanowienie! Ponieważ pytania są losowane, a jest ich tylko kilka, odpowiedzi na kilku kontach dla jednej osoby mogą się nawet nie powtórzyć. Wszystko zależy od tego, jakie pytania ci się wygenerują i czy zdążysz kliknąć właściwą odpowiedź. Reakcje fanów na taką formę quizu są mieszane. Obcokrajowcy mają problem ze zrozumieniem niektórych słów (jak np. w pytaniu „shine – glitter – gleam”)i nie mają czasu na odwiedziny u internetowego tłumacza, więc ich odpowiedzi wcale  nie są takie, jakby chcieli. Pytania migają w takim tempie, że nawet osobom anglojęzycznym często zdarza się kliknąć nie to, co by chciały. A jeśli twoje odpowiedzi będą się od siebie zanadto różnić, otrzymasz „niezwykłego” patronusa (np. bawoła). Test niestety można wykonać tylko raz na jednym koncie, więc jak coś pójdzie nie tak, to jesteśmy skazani na oglądanie tego patronusa na swoim oryginalnym profilu. A przecież patronus może się zmieniać kilkakrotnie w ciągu życia czarodzieja! Myślę, że po 4 latach czekania mogliśmy się spodziewać czegoś lepszego – czegoś bardziej przypominającego oryginalny test Tiary Przydziału (który jest naprawdę rewelacyjny. Tiara nigdy się nie myli!).

Plusem testu jest natomiast oprawa graficzna, muzyka w tle i sam wygląd śmigającego po ekranie patronusa. Niestety, całość zadziałała na moim laptopie, ale już na komputerze stacjonarnym niezbyt, niezależnie od przeglądarki, której używałam. Ale może to tylko mój komputer się tak zachowuje.

Mój wynik

Komputer strasznie mulił i nie do końca odpowiedziałam tak, jak chciałam, toteż wyszedł mi wynik „niezwykły” – słoń! Haha, słonie są kochane ❤ Na pewno taki wielki patronus przepędziłby całą armię dementorów. Poza tym taki olbrzym musiałby niesamowicie wyglądać!

patronuselephant

Potem spróbowałam na laptopie, gdzie wszystko działało i nawet jakby miałam więcej czasu na odpowiedzi. Tu jestem ich pewna. Wyszedł kot syberyjski 🙂 Uwielbiam koty, szczególnie długowłose i misiowate, więc jak najbardziej jestem za!

patronuscat

Powiedzmy, że mój patronus zmienia się zależnie od szczęśliwej myśli, która go wywołuje 😉

Ale mimo mojej miłości do słoni i kotów wszelakich, nie zgadzam się do końca z tymi wynikami. Myślę, że moim patronusem byłby wilk, który jest zwierzęciem dopasowanym do mojego typu osobowości (INFJ). Poza tym w dzieciństwie bardzo bałam się wilków – to by było super, takie obrócenie dawnego strachu w siłę! A skoro patronus odzwierciedla na co dzień ukryte cechy osobowości, to może lew albo irbis? Ostatecznie to tylko bardzo prosty test, a to my sami znamy siebie najlepiej!

wolf

*cytat pochodzi z Harry’ego Pottera i więźnia Azkabanu

Grace Times