X-Men: Apocalypse. Recenzja

Na zewnątrz szaro-buro, sesja nadchodzi, a tymczasem Marvel karmi nas nowymi filmami jeden za drugim w ramach nagrody pocieszenia 🙂 Dziś recenzja X-Men: Apocalypse.

,,Przynajmniej w tym się zgadzamy, że trzeci (film) w serii jest zawsze najgorszy”, mówi Jean Grey po obejrzeniu Powrotu Jedi. Nie mogłaby się bardziej mylić, bo jeśli chodzi o Apocalypse, moim zdaniem trzeci jest zdecydowanie najlepszy.

Tytułowy Apocalypse (Oscar Isaac)to pierwszy mutant o niezwykłej sile, którego marzeniem jest zniszczenie świata, a następnie zbudowanie nowego, przeznaczonego  tylko dla mutantów. Lata 80. Do szkoły Xaviera przybywają świeże nabytki. Mamy okazję poznać początki takich kultowych postaci, jak Storm (Alexandra Shipp)czy Cyclops(Tye Sheridan). Tymczasem Magneto próbuje spokojnego życia, i to nigdzie indziej, jak w Polsce. Polskie akcenty są bardzo wyraźne przez sporą część filmu, co jest miłą niespodzianką, co więcej są one naprawdę nieźle zrobione. Rzadko w amerykańskim filmie tego typu można znaleźć tylu Polaków. Poza tym oglądanie Michael’a Fassbender’a próbującego mówić po polsku było zabawne(czasem wychodziło mu prawie bez akcentu! Prawie). Oczywiście pech nigdy nie przestaje prześladować biednego Erika, więc wkrótce musi porzucić (względnie)spokojne miasteczko i wrócić w światło reflektorów. Akcja to przyspiesza, to zwalnia, szczególnie w drugiej połowie mocno trzymając w napięciu. Film nie dłuży się, jest dokładnie w sam raz. Aktorzy poradzili sobie znakomicie, zarówno dobrze nam już znana ,,pierwsza klasa” – James McAvoy, Jennifer Lawrence, Nicolas Hoult – jak i świeża krew. Choć widziałam wiele słów krytyki w stronę reżysera, który nie pozwolił starszemu pokoleniu na rozwój, uważam, że wykonał dobre posunięcie. To nie było marnotrawstwo, oni już mieli swój czas. Teraz przyszła kolej na nowych aktorów. Być może w następnym filmie wszystko się zrównoważy. Jedyna uwaga, jaką mam, jeśli chodzi o nowe postacie, to Psylocke. Cała rola Olivii Munn polegała na staniu w rozkroku i krzywym gapieniu się w kamerę. Uważam, że albo powinna dostać choć kilka więcej zdań do powiedzenia, albo należałoby jej rolę wyciąć zupełnie. Nie wniosła niczego poza strojem z majtami wielkimi jak u babci. Z drugiej strony bezbłędnie zarządzono czasem ekranowym Quicksilvera(Evan Peters), który skradł każdą jego minutę. Postać wyważona idealnie: nie za dużo, nie za mało, zabawnie, wzruszająco, ma się ochotę na więcej. Miałam wrażenie, że film jest zrobiony na wzór ekranizacji książki, nie komiksu. Szczerze mówiąc, chętnie bym taką książkę(opartą na scenariuszu, nie komiksie)przeczytała, najchętniej prowadzoną z punktu widzenia Cyclopsa. Jako tło wydarzeń przewija się po raz kolejny niezrozumienie i niechęć w stosunkach mutanci-ludzie, a nawet wewnątrz samej społeczności mutantów. Szkoła Xaviera jest tego świetnym przykładem. Jednocześnie film ilustruje problemy ważne także dla nas, jak dorastanie czy wojna. Postać Mystique była natomiast przykładem tego, co dzieje się z głównym bohaterem po wydarzeniach z jego historii, po ‚happy endingu’, i z jakimi problemami z kolei ona musi się zmagać. Podsumowując, X-Men: Apocalypse bardzo mi się podobał, choć różnił się klimatem od swoich poprzedników i na pewno nie każdemu to będzie pasować. Ja jestem zadowolona.

Najlepsza postać: Peter Maximoff/Quicksilver. Niewiele w tyle pozostaje Kurt Wagner/Nightcrawler

Najlepszy aktor: Michael Fassbender. Ukłon w stronę Sophie Turner, poradziła sobie.

Kostiumy: utrzymane w stylu lat 80, dobrane pod dane miejsce akcji. Plusem są kostiumy lotnicze oraz stroje końcowe, niestety pokazane tylko przez chwilkę. Bonus w postaci wspaniałych skrzydeł Angela. Minus za majty Psylocke.

Efekty specjalne: mogłyby być lepsze, widać, kiedy coś było robione komputerowo.

Najlepsza scena: ewakuacja szkoły z Quicksilverem

Efekt końcowy: 8,5/10

Grace Times

 

Wolno, wolno, szybko.

Hej misiaki! Miałam długi zastój w pisaniu i teraz wcale nie będzie lepiej, ostatecznie potwór zwany sesją przybywa! A jeszcze wcześniej lecę do Granady z Erasmusa (jako tłumacz). Trochę smutam, że nie Sewilla, bo tam kręcili Dorne w GOT, ale doceniam magię Alhambry. No i co lepszego można robić przed sesją, niż zażywać zasłużonego odpoczynku? 😉 Za to po stoczonej walce z sesyjnym monstrum wrócę z masą notek, część już jest gotowa 🙂

Przez ostatnie kilka miesięcy Internet aż wrzał od fanowskich teorii na temat losu Jona Snowa w Grze o tron. Teraz w końcu mogliśmy się przekonać, co się naprawdę stało. No i jak, hodorki? Wasze teorie się potwierdziły? Musze przyznać, że moja tak! Przy całym tym zamieszaniu i tajemnicy, jaką z Jona robiono, niemal się spodziewałam, że nie mam racji i serial znów nas zaskoczy. Tym razem jednak wszystko potoczyło się dość przewidywalnie i całe szczęście, bo inaczej fani rozerwaliby producentów na strzępy!

Już za 2 dni premiera Kapitana Ameryki: wojny bohaterów (swoją drogą kretyńskie tłumaczenie, nie uważacie?). Podekscytowani? Ja bardzo! Co prawda serce mi się kraje na myśl, że moje dwie ulubione postacie z uniwersum Marvela stoją po przeciwnych stronach barykady, i naprawdę na tej podstawie nie mogłabym się zdecydować, czy spamować po portalach społecznościowych hashtagami z #teamcap czy #teamironman. Mam jednak przeczucie, ze ten drugi tym razem ma trochę więcej racji… Czy na pewno? Przekonamy się już niebawem! Mam wrażenie, że to będzie zupełnie inna historia od tej przedstawionej w komiksach. Jak potoczy się ta historia? Która drużyna wygra i którzy fani będą mieli prawo zalać Internet swoimi hashtagami? A może Thor zbojkotuje wyświetlanie filmu z żalu, że nie został zaproszony do żadnej z drużyn (i tym samym musi się zadowolić hashtagami #teamhuntsman)? Przekonamy się już niebawem.

Również za kilka dni w moje łapki będzie mogła trafić Korona, podsumowanie historii Rywalek. Następczyni wypadła w moich oczach bardzo słabo, więc liczę, że Korona utrzyma poziom oryginalnej trylogii i tym razem się nie zawiodę. Jak myślicie, kogo wybierze Eadlyn? Osobiście stawiam na Kile’a, chociaż Henri też byłby ciekawą opcją.

Ostatnio wróciłam do czytania mang. Zabrałam się za Kaichou wa maid-sama i kończę Nisekoi. Ah, przypomina mi się stary dobry Ouran High School Host Club… jednak nadal nie znalazłam ‘szkolnej’ mangi, która by mu dorównała! Może mi coś polecicie?

Tyle na dziś. Lecę dalej udawać, że się uczę. Buziaki, Grace :*