Test na patronusa na Pottermore

Cześć, misiaki!

Czekaliśmy na to 4 lata! I wreszcie się doczekaliśmy… Przed wami oficjalny test na patronusa na pottermore.com, prosto od J. K. Rowling!

Patronus to rodzaj pozytywnej siły… Jest projekcją tego, czym dementor się żywi… nadziei, szczęścia, woli przeżycia… ale nie może odczuwać rozpaczy jak prawdziwy człowiek, więc dementor nic nie może mu zrobić.

Jak działa test na Pottermore?

W przeciwieństwie do quizów służących za Tiarę Przydziału i przydzielających do domów w Hogwarcie i Ilvermorny, ten nie zadaje pytań, na które trzeba odpowiedzieć, a jedynie pokazuje dwa lub trzy słowa, z których trzeba wybrać jedno, kierując się intuicją. Co więcej, każde pytanie pojawia się tylko przez kilka sekund, więc nie ma ani chwili na zastanowienie! Ponieważ pytania są losowane, a jest ich tylko kilka, odpowiedzi na kilku kontach dla jednej osoby mogą się nawet nie powtórzyć. Wszystko zależy od tego, jakie pytania ci się wygenerują i czy zdążysz kliknąć właściwą odpowiedź. Reakcje fanów na taką formę quizu są mieszane. Obcokrajowcy mają problem ze zrozumieniem niektórych słów (jak np. w pytaniu „shine – glitter – gleam”)i nie mają czasu na odwiedziny u internetowego tłumacza, więc ich odpowiedzi wcale  nie są takie, jakby chcieli. Pytania migają w takim tempie, że nawet osobom anglojęzycznym często zdarza się kliknąć nie to, co by chciały. A jeśli twoje odpowiedzi będą się od siebie zanadto różnić, otrzymasz „niezwykłego” patronusa (np. bawoła). Test niestety można wykonać tylko raz na jednym koncie, więc jak coś pójdzie nie tak, to jesteśmy skazani na oglądanie tego patronusa na swoim oryginalnym profilu. A przecież patronus może się zmieniać kilkakrotnie w ciągu życia czarodzieja! Myślę, że po 4 latach czekania mogliśmy się spodziewać czegoś lepszego – czegoś bardziej przypominającego oryginalny test Tiary Przydziału (który jest naprawdę rewelacyjny. Tiara nigdy się nie myli!).

Plusem testu jest natomiast oprawa graficzna, muzyka w tle i sam wygląd śmigającego po ekranie patronusa. Niestety, całość zadziałała na moim laptopie, ale już na komputerze stacjonarnym niezbyt, niezależnie od przeglądarki, której używałam. Ale może to tylko mój komputer się tak zachowuje.

Mój wynik

Komputer strasznie mulił i nie do końca odpowiedziałam tak, jak chciałam, toteż wyszedł mi wynik „niezwykły” – słoń! Haha, słonie są kochane ❤ Na pewno taki wielki patronus przepędziłby całą armię dementorów. Poza tym taki olbrzym musiałby niesamowicie wyglądać!

patronuselephant

Potem spróbowałam na laptopie, gdzie wszystko działało i nawet jakby miałam więcej czasu na odpowiedzi. Tu jestem ich pewna. Wyszedł kot syberyjski 🙂 Uwielbiam koty, szczególnie długowłose i misiowate, więc jak najbardziej jestem za!

patronuscat

Powiedzmy, że mój patronus zmienia się zależnie od szczęśliwej myśli, która go wywołuje 😉

Ale mimo mojej miłości do słoni i kotów wszelakich, nie zgadzam się do końca z tymi wynikami. Myślę, że moim patronusem byłby wilk, który jest zwierzęciem dopasowanym do mojego typu osobowości (INFJ). Poza tym w dzieciństwie bardzo bałam się wilków – to by było super, takie obrócenie dawnego strachu w siłę! A skoro patronus odzwierciedla na co dzień ukryte cechy osobowości, to może lew albo irbis? Ostatecznie to tylko bardzo prosty test, a to my sami znamy siebie najlepiej!

wolf

*cytat pochodzi z Harry’ego Pottera i więźnia Azkabanu

Grace Times

Jeanne Ryan, Nerve. Recenzja: książka + film

/Kurtyna podnosi się/

Możesz być sławny. Możesz wygrać wszystko. Nie stracisz niczego. Już teraz zagraj w Nerve!

Oglądaj Nerve, sponsoruj uczestników i poczuj niesamowite emocje!

Nerve, dla ludzi o mocnych nerwach.

nerve2

Nastoletnia Vee ma dosyć życia za kulisami. Dyktowana impulsem wysyła zgłoszenie do Nerve, czyli gry w wyzwania. Gra zaczyna się od prostych, głupich wyzwań, które każdy może bez problemu zrobić, a nagrody są obłędne. Vee decyduje się więc wykonać następne zadanie.. i kolejne… i kolejne. Nawet nie zauważa, kiedy przekracza granicę, gdy staje się niewolnicą organizatorów, kamer i widzów.

Jeśli szukaliście książki, która będzie godna sławy Igrzysk Śmierci, możecie przestać. Zapomnijcie o Czerwonej Królowej i Niezgodnej – przed wami Nerve.

Powieść jest bardzo dobrze napisana pod wieloma względami. Autorka wnikliwie przestudiowała działanie zarówno ludzkiej psychiki, jak i programów rozrywkowych. Gra opiera się na zasadzie kija i marchewki, małymi kroczkami ściągając na dno. Kusi i zwodzi, a kiedy się zorientujesz, w jakie bagno wdepnąłeś, jest już za późno. Akcja jest całkowicie nieprzewidywalna. Wszystko się może zdarzyć. Ne ma tam niczego sztampowego i typowego. Styl pisania jest obłędny i sprawia, że historia przejmuje realizmem. Słowa wbijają w krzesło, sprawiają, że czyta się z zapartym tchem i nie pozwalają się oderwać od lektury. Emocje i adrenalina, które czuje bohaterka dosięgają czytelnika. Do końca trzyma w napięciu. I teraz mały spoiler… Napięcie się nie kończy! Powieść ma otwarte zakończenie – dokładnie takie, po jakim powinien nastąpić 2 tom, którego nie ma. Z jednej strony to naprawdę nie fair, pogwałcenie paktu czytelniczego i wgl nawet George Martin by się nie powstydził takiego zagrania, a z drugiej to było mistrzowskie posunięcie, które zostawia czytelnikowi interpretację całości i pozwala na refleksję, o tyle bardziej nakierowaną, że akcja toczy się nie w wyimaginowanym, dystopijnym świecie ani w dalekiej przyszłości, ale tu i teraz. Myślę, że to właśnie ten fakt przyprawia o największe ciarki. Absolutnie wierzę, że taka gra byłaby bardzo popularna. Wierzę, że widzowie i gracze zachowywaliby się tak samo, jak  w książce (czy znieczulica społeczna nie otacza nas już teraz z każdej strony?). Historia uświadamia również, że w internecie nie jesteśmy anonimowi,a informacje, które zamieszczamy na portalach społecznościowych bardzo łatwo wykorzystać przeciwko nam. Zostawia nas z poczuciem, że jesteśmy obserwowani nigdy niezamykającymi się oczami kamer i pokazuje cenę, jaką płaci się za życie w blasku reflektorów.

nerve

Ta książka szybko wskoczyła na pozycję jednej z moich ulubionych powieści wszech czasów. Polecam Nerve, rewelacyjną powieść Jeanne Ryan, obowiązkową pozycję na półce każdego amatora mocnych wrażeń i kogoś, kto ma ochotę nie tylko na odprężającą lekturę, ale również na czytanie między wierszami i refleksję o współczesnym świecie. Przeczytajcie ją – wyzywam was! Tylko ostrzegam… To książka, po której nie można zasnąć spokojnie!

*Nie wypowiem się jedynie o tłumaczeniu, gdyż czytałam ją w oryginale.

nerve1

Zachęcona treścią książki, błyskawicznie pobiegłam do kina na ekranizację z Emmą Roberts.  Myślę, że miało tu miejsce to samo, co w przypadku Wiedźmina – książek i gier. Niby postacie te same, świat ten sam, historia podobna ale jednak zupełnie coś innego. Dla wszystkich osób, które po obejrzeniu filmu myślą, że książki już czytać nie muszą – chyba ani jedna scena z powieści nie powtórzyła się w filmie! A do wszystkich, którzy liczą na wierną adaptację – przeliczyliście się. Natomiast jako film sam w sobie, jako odrębna historia jest niezły. Przynajmniej pierwsza połowa była naprawdę super i fajnie się ją oglądało. W miarę, jak zbliżaliśmy się do końca, akcją plątała się, a zakończenie, na które bardzo liczyłam, zupełnie mnie zawiodło. To była bardzo łagodna i pozytywna wersja Nerve, bardziej oczywista, zapewne bardziej „ekranowa”, ale dużo mniej refleksyjna i inteligentna. Ale rozumiem, że trudno byłoby wiernie przenieść tą powieść na ekran, zarówno ze względu na realistyczny czas akcji (jak wykonanie zadania trwa kilka godzin, to się długo o tym czyta, a niewiele się dzieje), jak i treść, która w kinie chyba musiałaby być +18. Oczywiście film miał też dobre strony: świetną ścieżkę dźwiękową, dobrych aktorów i fantastyczne ujęcia,a także płynne przejście kamery między różnymi scenami. Dawał też szerszą perspektywę na wydarzenia, która w książce była ograniczona narracją pierwszoosobową. Podsumowując: jako adaptacja raczej średnio, jako film sam w sobie nawet nieźle. Idźcie do kina i sami zobaczcie 😉

nerve4

 

Grace Times

/Kurtyna opada/

Recenzja: Rick Riordan. Hotel Walhalla

Jeżeli to czytasz, to mam dla ciebie dwie wiadomości. Ta zła? Wygląda na to, że nie żyjesz. Ta dobra? Dostałeś się do Hotelu Walhalla! Tak, to właśnie ty zostałeś wybrany na jednego z wojowników Odyna! Co teraz? Ciesz się egzystencją, dopóki nie nadejdzie Ragnarok! Wszystkie niezbędne do przetrwania informacje znajdziesz w tym przewodniku.

valhalla.jpg
Przewodnik po światach nordyckich to dodatek do serii o Magnusie Chase’ie. Jest ładnie wydany, w twardej oprawie z tłoczeniem, pełen rysunków. Wyjaśnia krótko i przystępnie, kto jest kim w świecie mitologii nordyckiej. Mnóstwo w nim opowiastek, wywiadów, listów, znalazły się tam nawet wycinek z pamiętnika oraz parę przepisów kulinarnych. Jak zwykle u Riordan’a, wszystko wygląda bardzo realistycznie. Taki przewodnik spokojnie mógłby się pojawić w Hotelu Walhalla. Właściwie książek Rick’a nie musiałabym nawet czytać, żeby je recenzować, i tak napiszę to samo: zabawne, świetnie napisane, kreatywne, trzyma poziom, poprzeczka nigdy nie spada, a jedynie jedzie w górę. Zawsze coś znanego i coś nowego, zawsze czymś mnie zaskoczy. Hotel Walhalla nie jest wyjątkiem od reguły 🙂 Tak, tak, Rick od dawna jest jednym z moich ulubionych pisarzy. Jego książki znajdują się u mnie na półce krótko po premierze i są przeczytane zaraz po zakupie 😀 Jedyna wada Hotelu Walhalla? Za krótki!

20160913_112051

Podsumowując, Hotel Walhalla to obowiązkowa pozycja na półce każdego fana Magnus’a Chase’a, strony wypełnione magią nordyckiego świata. Jeśli chcesz poczuć się jak prawdziwy einherji, to książka właśnie dla ciebie!

 

A już 26 października znowu będziemy mieli się okazję cieszyć następną częścią serii o Magnusie – wychodzi Młot Thora! Ależ jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy bohaterów!

PS. Właśnie czytam Nerve Jeanne Ryan – jest fantastyczne! Jak tylko skończę, napiszę długą i wyczerpującą recenzję 😀

Grace Times

Babeczkowa wyliczanka. Wisienka

Cześć, misiaki!

Nadszedł ostatni dzień wyliczanki!

Wisienka

pobrane

Moją wisienką został Will Herondale z serii Diabelskie Maszyny! *fanfary*

willherondale
Wszystkie rysunki to prace Cassandry Jean

No naprawdę – on ma wszystko. Przystojny – ciemne włosy, niebieskie oczy, wysoki. Walijczyk – uwielbiam akcenty i obce języki, a walijski to strzała prosto w serce. Kocha poezję i powieści, a że ma doskonałą pamięć, może zawsze i wszędzie recytować ulubione fragmenty. Sam też lubi układać śmieszne piosenki i wierszyki. Przezabawny, ironiczny, sarkastyczny, inteligentny. Żyje w moich ukochanych czasach wiktoriańskich. Do tego Nocny Łowca, i to całkiem niezły.

willherondale3

A jak on potrafi kochać! Dla bliskich jest w stanie poświęcić absolutnie wszystko. To prawdziwy romantyczny bohater, bohater bajroniczny! Jego życie jest intensywne i pełne pasji. Oj tak, o Willu można mówić w samych superlatywach. To zdecydowanie jedna z najlepiej wykreowanych postaci, o jakiej czytałam.

willherondale2

Mogłabym napisać o nim więcej, ale kto go zna, to już i tak wie, w czym rzecz, a kto nie zna – niech natychmiast sięgnie po Diabelskie Maszyny! Nie będę spoilerować 😉

Jeżeli macie ochotę poznać Willa i wybrać się razem z nim na spacer o północy przy brzegu Tamizy w XIX wieku, przeczytajcie Mechanicznego Anioła!

willherondale1

Do wyliczanki nominuję każdego, kto ma ochotę ją zrobić 😉 Bawcie się dobrze!

Grace Times

Babeczkowa wyliczanka. Posypka

Cześć, misiaki!

Przedostatni dzień wyliczanki!

Posypka

3229153310_b908be20d5

Słodka, kolorowa i każdy ją lubi 😀 Przypomina mi…

Augustusa Waters’a z Gwiazd naszych winy. Ma brązowe włosy, niebieskie oczy i tylko jedną nogę, a przy okazji ciało byłego koszykarza. Gus to taki typ faceta, który będzie za tobą chodził nawet, jeśli go odepchniesz i nigdy się nie znudzi. Nie wstydzi się mówić prosto z mostu tego, co czuje. Ma własną opinię na każdy temat i jest zawsze ciekawy twojej. Będzie ci prawić trafione komplementy i zasypywać uroczymi prezentami. Gus uwielbia robić niespodzianki! Przypomina wiernego golden retrievera, który będzie z tobą na dobre i na złe. Dla miłości jest w stanie poświęcić wszystko – nawet swoje ostatnie życzenie…

Gus marzy o zostawieniu po sobie śladu na ziemi. Może zechce zostawić go razem z tobą? Jeśli interesuje cię Augustus, wyjdź mu na spotkanie i sięgnij po Gwiazd naszych winę 🙂

gus
Ansel Elgort jako Gus na plakacie filmowym GNW

Grace Times

 

Babeczkowa wyliczanka. Lukier

Cześć, misiaki!

Nadszedł trzeci dzień wyliczanki 🙂

Lukier

cupcake-778704_960_720

Połączenie kwaśnej cytryny i słodkiego cukru pudru, lukier to klasyczna polewa. Przypomina mi pana o imieniu..

Arr’akktur T’or ardWeist Sh’aeonell…yy… nieważne, on też tego nie pamięta. Dla przyjaciół po prostu Len.

Len jest cudowny. Maxon może i jest księciem, ale Len to król. Ma długie, białe włosy, duże, czarne skrzydła i całkiem ładne, eleganckie kły, a tak poza tym, to jest wampirem. Tak, drogie panie, długowieczny wampirzy władca, sztuk jedna na składzie! Zabawny, ironiczny, inteligentny, lubi się śmiać i żartować, a do tego potrafi czytać w myślach (na szczęście w razie czego można założyć amulet albo chronić się przed tym telepatią). Krwi nie pija, jedynie w skrajnych przypadkach, za to przepada za dobrą kiełbasą. Czasem zmienia się w wilka, czyli dostajemy takie trzy w jednym: kły, skrzydła i jeszcze uszy do drapania. Zdarza mu się zasnąć nago w cudzym łóżku. Od siedzenia w zamku preferuje kąpiele w jeziorze i samotne wyprawy w nieznane. Ten chłopak jest wyjątkowy. Dajcie się mu zabrać na niesamowitą przygodę – przeczytajcie Kroniki Belorskie! Nie pożałujecie (to jedna z moich ukochanych serii w ogóle).

Grace Times

wolha
Tom pierwszy – Wolha w nowej okładce, dzięki wydawnictwu Papierowy Księżyc

Babeczkowa wyliczanka. Bita śmietana

Cześć, miśki!

Dziś mamy dzień drugi Babeczkowej wyliczanki, czyli czas na bitą śmietanę.

teapot1

Bita śmietana – słodka, delikatna i nie można jej się oprzeć… Tak jak setki dziewczyn, które wysłały zgłoszenia do Selekcji nie mogły oprzeć się Maxonowi Schreave w Rywalkach. Nic dziwnego: muskularny, jasnowłosy, przystojny, a do tego książę…
Maxon jest przede wszystkim miły i uprzejmy. Wychował się w pałacu, więc to prawdziwy dżentelmen, który traktuje każdą dziewczynę jak księżniczkę. Choć na pierwszy rzut oka może wydawać się sztywniakiem, po bliższym poznaniu okazuje się być wesoły, nieco nieporadny, bardzo wyrozumiały. Z pewnością zaopiekuje się tobą, kiedy tego potrzebujesz, otrze łzy z policzka i przytuli, żeby poprawić ci humor. I ma przezabawny śmiech! Tak jak bita śmietana jest słodki i uroczy. Prawdziwy rycerz Maxon walczy za ciebie do ostatniej kropli krwi i jest gotów chronić cię własnym ciałem przed całym złem tego świata. Jest kreatywny i ma mnóstwo pomysłów na najfajniejsze randki. Nie sposób się z nim nudzić! Do tego to świetny fotograf – z pewnością uwieczni każdą wasza szczęśliwą chwilę.

Zapraszam: wyślijcie zgłoszenie do Selekcji i wejdźcie w piękny sen pełen pałaców, książąt i balów. Sięgnijcie po Rywalki!

Maxon w zwiastunie Rywalek:

Grace Times

 

 

Victor Dixen, Fobos. Recenzja

Sześciu uczestników z jednej strony.

Sześć uczestniczek z drugiej strony.

Sześć minut na spotkanie.

Wieczność na miłość.

Wyobraźcie sobie, że macie możliwość jako pierwsi zamieszkać na Marsie. Ot tak, prosto z mostu, po jedynie rocznym szkoleniu. Gotowi? Ale uwaga! Do tego musicie wybrać jednego z 6 partnerów, z którym po wylądowaniu macie wziąć ślub. Nadal gotowi? A co powiecie, jeśli czas na poznanie kandydatów to dokładnie 6 minut raz na jakiś czas, rozmowa prowadzona jest przez szybę, a wszystko to… ogląda na żywo cała Ziemia w ramach reality show? Zgłosilibyście się? No to lecimy!

fobos.jpg

Leonor, bohaterka Fobosa, nie ma nic do stracenia, dlatego decyduje się na wzięcie udziału w programie Genesis i lot na Marsa, by zdobyć szansę na lepsze życie. Ukrywa jednak pewną mroczną tajemnicę… a będzie ją obserwował cały świat! Czy sobie poradzi? Przekonajcie się sami!

Wydaje mi się, że ostatnio w literaturze młodzieżowej przeważają pisarze anglojęzyczni. Victor Dixen jest Francuzem i czuje się to podczas czytania Fobosa. Jest też dość znany i utytułowany, a co za tym idzie, ma dobry warsztat, co również zauważyłam podczas lektury (ostatnio jakoś czytałam książki samych początkujących). Miło było zatopić się w historii i nie zwracać uwagi na źle skonstruowane zdania albo nienaturalny przebieg historii. W Fobosie wszystko jest przemyślane i nieco bardziej dojrzałe. Uwielbiam sposób napisania tej powieści: czyta się to, jakby oglądało się program w TV. Zobaczcie sami:

Okładka – zarówno w wersji polskiej, jak i francuskiej jest śliczna, przykuwająca uwagę i pasująca do opowieści. Jej przedłużenie stanowią zakładki z portretami postaci, więc można w trakcie lektury szybko na nie zerknąć, upewniając się, kto jest kim. Przypomina to również czołówkę programu TV..

untitled-design

Rysunki pojawiają się w idealnie dobranych miejscach –  wtedy, kiedy widzą je na ekranie widzowie.

fobos2

Realizm podtrzymują ‘skany’ ulotek czy teksty piosenek.

Budowa – podział na akty i plany – to jest tak genialne, że aż podskakuję na krześle, kiedy o tym piszę! Nie, żeby to był nowy zabieg w pisarstwie, chodzi mi o to, że to tak idealnie zgrywa się z treścią! Pełno tu smaczków, które na pewno docenili recenzenci i czytelnicy. Akcja przenosi się z wnętrza statku kosmicznego do programu, do ludzi, którzy ten program oglądają i do tych, którzy go nadają, więc można obejrzeć historię z każdej perspektywy. Nie wiem, co w tym jest, ale sposób pisania Dixena sprawia, że bardzo dokładnie wyobrażam sobie pomieszczenia, ludzi, atmosferę, utożsamiam się z uczuciami bohaterów… Ten realizm wciska w krzesło, mówię wam.

fobos3

Postacie są ciekawie wykreowane i podoba mi się, że nie mają w sobie niczego ze stereotypów o państwach, które reprezentują. A główna bohaterka? Nareszcie nie marudzi, że jest brzydka, wręcz przeciwnie – jest podziwiana za swoją urodę. Nie jest też idealna, ma wady jak każdy człowiek. Autor naprawdę zadbał o wszystkie szczegóły, a do tego poczęstował nas takim zakończeniem, że czekanie na drugi tom rozdziera moje biedne czytelnicze serce.

Bonus: sześć pięknych pań i sześciu przystojnych panów, czyli coś miłego dla każdego. Kto podoba wam się najbardziej? Osobiście przepadam za Aleksiejem, ale gdybym była na miejscu jednej z uczestniczek, na pewno poprosiłabym też o spotkanie z Marcusem i Kenjim.

Fobos to porywająca lektura, która zabierze was w kosmiczną podróż w gwiazdy 😉 Z czystym sercem ją polecam wszystkim fanom sci-fi i nie tylko. Powiem krótko: jest fantastyczna.

Grace Times

Nominowana! Babeczkowa wyliczanka: ciasto

Cześć misiaki!

Zostałam nominowana przez Embers z Next Chapter, żeby zrobić babeczkową wyliczankę z książkowymi przystojniakami w roli głównej. To fajna zabawa, ale muszę przyznać, że wybranie tylko pięciu z całej rzeszy fikcyjnych bohaterów było nie lada zadaniem! Ostatecznie zadecydowało dopasowanie do kategorii. Codziennie będę publikować po jednym przystojniaku 🙂

  1. Ciasto

chocolate_cupcakes

Ciasto zbiera do kupy całą babeczkę. Ciasto to podstawa. Ciasto to…

Gideon de Villiers z Trylogii Czasu!

gideon1
Kadr z filmu Czerwień rubinu

Jeśli chodzi o podstawy, Gideon ma je wszystkie: jest przystojny (te zielone oczy!), świetnie tańczy, gra na kilku instrumentach, zna fechtunek, historię, sztuki walki, jeździ konno, a do tego studiuje medycynę. Och, a tak przy okazji… potrafi podróżować w czasie.

Gideon pochodzi z rodu de Villiers, w którym od pokoleń w linii męskiej przekazywany jest gen podróży w czasie. Każdy podróżnik reprezentuje kamień szlachetny – Gideon jest diamentem. Tak jak diament jest wytrzymały – musi taki być, bo ma do wykonania niezwykle ważne zadanie, któremu tylko on może podołać!

To która ma ochotę na randkę w przeszłości? 😉 Więcej o Gideonie poczytacie w Czerwieni Rubinu.

gideon2
 Sarkastyczny, pewny siebie, inteligentny, czarujący, przebiegły… Drogie panie, polecam 🙂

Grace Times

IV Zlot Nocnych Łowców w Poznaniu (cz.2)

Część druga sprawozdania ze Zlotu Nocnych Łowców, czyli o moim stroju słów kilka.

W tym roku postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i uszyć wreszcie coś na mojego historycznego bloga, a jednocześnie zrobić kostium lady Camille z Diabelskich Maszyn.Jestem dopiero początkująca i porwałam się na zbyt wiele, więc aż tak historycznie to nie wyszło… zanim pokażę się w tej sukni na kostiumowym evencie, będę musiała wnieść parę poprawek! Dostałam za nią aż dwie nagrody na zlocie, z czego bardzo się cieszę, ale dodatkowo owacje na stojąco powinny dostać moja mama i ciocia mojego chłopaka, które bardzo mi pomogły i bez których ta kreacja na pewno by nie powstała!

Lady Camille Belcourt była diabelnie piękną kobietą. Co więcej, w swoim ubiorze hołdowała absolutnie najnowszym trendom obowiązującym w modzie.

camille
Camille means trouble

Kiedy przysiadała na krześle, okalające ją siedem wąskich falbanek z niebieskiej tafty sprawiało wrażenie, jakby wynurzała się z kaskady roziskrzonej błękitnej wody.

camille1
I smell bad blood

Jedynym akcentem przełamującym doskonałą bladość biustu i smukłej szyi były gęste, połyskliwe loki wokół twarzy i czarna aksamitka.

camile2
Camille, Lucy i Cordelia

Rubin zalśnił w blasku pobliskiej latarni, jego serce rozjarzyło się intensywną czerwienią krwi.

– To ładny drobiazg – dodał Magnus.

– Bardzo ładny – przytaknęła Camille, lekko rozbawiona tym niedopowiedzeniem.

– Nie dorasta pani do pięt, ale z pani urodą nic nie może się równać.

ccc
Faking innocence since 1857

Amor verus numquam moritur. 

Suknia na pewno doczeka się jeszcze niejednej sesji zdjęciowej, tym razem na lepszym tle 🙂

 

Cytaty pochodzą z Kronik Bane’a Cassandry Clare.

Grace Times