Pani Noc. Recenzja

Cześć wszystkim!

Dziś recenzja książki, do której mam dość ambiwalentne uczucia.

Na Panią Noc czekałam bardzo długo, jeszcze zanim wyszło Miasto Niebiańskiego Ognia myślałam tylko o Emmie i jej nowej historii. Być może niepotrzebnie narobiłam sobie wyobrażeń lub założyłam, ze każda następna książka musi być lepsza od poprzedniej. Niestety, z Cassandrą Clare bywa bardzo różnie. Dary Anioła miały swoje jasne i ciemne strony, przy czym najlepszy tom zdarzył się chyba w połowie serii(Miasto Szkła naprawdę trzyma poziom!). Diabelskie Maszyny są niesamowite, jak już kiedyś pisałam, do tego każdy następny tom jest lepszy od poprzedniego, obfitują w barwne opisy, zapierającą dech w piersiach akcję, intrygi, realistyczne portrety bohaterów. Przyznam, że w Darach Anioła często najbardziej podoba mi się to, co przypomina mi o Diabelskich Maszynach. Za najlepszy tomik Clare uznałabym jednak chyba Kroniki Magnusa Bane’a. No i nic dziwnego, że stoją na wyższym poziomie, skoro pomagały go napisać dużo bardziej doświadczone autorki… Jednak przy pisaniu Pani Noc zabrakło czy to pomocy innych pisarzy, czy to natchnienia, ale coś w niej jest nie tak. Niby historia ok., ale jednak nie aż taka wciągająca. Przede wszystkim mniej realistyczna. Wszystko zdawało się jakieś takie płytkie i naciągane. Trudno mi uwierzyć, że swoją drogą świetnie wykreowane postacie zachowują się w sposób mało racjonalny i przemyślany. Jakby nagle ktoś obdarł je ze swojej osobowości, żeby zagrały, jak akurat tego wymaga historia, apotem wróciły do siebie. Akcji jako takiej jest bardzo mało, jak na tak grubą książkę. Taką ilość stron można było zagospodarować dużo lepiej, albo może skrócić ich liczbę o połowę. Jeśli chodzi o dobre strony, oprócz wspaniałych portretów postaci wracają znane nam z Diabelskich Maszyn(ale z Darów Anioła już nie – zastanawiam się, dlaczego)barwne opisy miejsc. Po prostu czuje się, że się jest w Los Angeles! Szkoda, że historia zabija miejscami atmosferę… Wydarzenia są dość przewidywalne, szczególnie biorąc pod uwagę, jak dużo autorka zdradziła wcześniej na swoim blogu i w różnych wypowiedziach. Kit dostał prolog? No to nie trudno się już domyślić, jak ważną rolę odegra potem… Szkoda, że wydarzeń opisanych z jego perspektywy było tak mało. Co więcej, brakuje mi spójności. Emma ma naprawdę dobre tło, które pozornie ją ukształtowało, a jednak mam wrażenie, że wcale na nią nie wpłynęło.. Jej osobowość, sposób myślenia, wszystko to jest zupełnie różne od tej Emmy, która poznaliśmy w Darach Anioła. Tamta bardziej nadawała się na główną bohaterkę. Postacie, które już znaliśmy z DA i DM zostały przesłodzone do bólu, kompletnie wyprane z osobowości, mdłe, ich historia tez gwałtownie się zakończyła w tęczy różu. Epilog był tylko wisienką na torcie. Pewne wątki były wciśnięte maksymalnie na siłę i rozwleczone po całej książce. Nie mam nic do homoseksualizmu (malec forever!), ale akurat w tym tomie to było naprawdę bardzo na siłę i baaardzo nierealistycznie przedstawione. Może od razu lepiej napisać yaoi, w którym od czasu do czasu pojawi się też heteroseksualny paring? Bo póki co mam wrażenie, że te są w mniejszości (a jeśli już, to od razu musi być miłość Romea i Julii, co w przypadku Clare jest już mocno oklepane). Wiecie, co mi to przypomina? Fanfiction. Takie pisane od ręki, po nocy, kiedy autorka chce tylko szybko, na już, już! powiedzieć swoje, a historię to najlepiej olać na rzecz opisywania rozterek w stylu gimnazjalistki, bawiąc się postaciami o móżdżku gimnazjalistki bardzo tępej. Jest to fanfiction Darów Anioła i Diabelskich Maszyn. Nie zdziwiłabym się, gdybym przeczytała to gdzieś na fanfition.net. Jedyne, nad czym się zastanawiałam, kiedy czytałam ten tom, to kto z kim będzie na końcu, a chyba jednak nie tego oczekuję od autorki fantasy, która już dawno udowodniała, że potrafi pisać lepiej. Zauważyłam, że Clare ma pewien schemat pisania, kiedy wprowadza w historię i kiedy ją rozwiązuje. Tym razem tak jakby wcisnęła kilkutomową akcję w jeden tom i to nie wyszło mu na dobre. Uważam, że ta książka powinna była zostać porządnie poprawiona przed wydaniem.

emmy1
Ja jako Emma Carstairs

 

Oczywiście, nie wszystko było słabe. Postać Marka albo historia Kita bardzo przypadły mi do gustu. Pojedyncze sceny były bardzo dobre, atmosfera też. Jednak ogólnie jestem zaskoczona, ze taka dobra autorka wydala takie coś. Gdybym nie znała jej innych książek, zapewne bardziej by mi się podobało. Oczywiście przeczytam sequel, jak tylko wyjdzie, ale mam nadzieję, że będzie lepszy, bo w tym tomie zabrakło magii, zabrakło historii, zabrakło Clare. Książka nie jest zła, ale czytałam lepsze.

midnight
Pani Noc. Cassandra Clare

Grace