Zabawa z Next Chapter. Tworzymy postać w świecie Harry’ego Pottera

Cześć wszystkim w Nowym Roku!

Dzisiaj przychodzę z nietypowym wpisem. W Sylwestra miałam przyjemność być gościem Embers z Next Chapter na jej kanale 🙂 Razem nakręciłyśmy filmik, gdzie tworzymy własne postaci w świecie Harry’ego Pottera 😀 Zapraszam do oglądania!

Wybaczcie moją sztywną twarz i przytłumiony głos, w trakcie nagrywania byłam koszmarnie chora i trochę klapnięta jestem na filmiku ;P Ale było bardzo zabawnie!

Przyłączcie się do zabawy i stwórzcie własne postacie. Dołączcie do wydarzenia na facebooku i pochwalcie się nimi tutaj.

Muszę przyznać, że polubiłam nasze postacie. Wymyśliłyśmy tyle, że właściwie można by napisać fanfiction! Normalnie nie piszę takich rzeczy, skupiam się raczej na tworzeniu własnej książki, którą mam nadzieję kiedyś wydać, ale właściwie w ramach wprawki pisarskiej mam ochotę zrobić kilka krótkich historyjek o mojej postaci. Możecie się spodziewać od czasu do czasu paru rozdzialików. Na święta dostałam tablet do rysowania, więc może nawet to mini fanfition zostanie opatrzone ilustracjami 😉

PS. Teraz możecie mnie znaleźć także na Facebooku. Na kolażu w tle przedpremierowo 2 zdjęcia z cosplayowej sesji z Americą Singer z Rywalek. Cała sesja wraz ze specjalnym wpisem pojawi się na blogu, kiedy wszystkie zdjęcia przejdą obróbkę 😉

Bawcie się dobrze!

Grace Times

 

Fantastyczne zwierzęta i jak je zaleźć. Recenzja

Nowy Jork, rok 1926.

W mieście zjawia się pewien Brytyjczyk z tajemniczą walizką i robi niezłe zamieszanie…

Dziś Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć (scenariusz J. K. Rowling, reż. David Yates) trafiły do kin. Ja już wczoraj miałam przyjemność zobaczyć je poddczas pokazu przedpremierowego 😀

J. K. Rowling znowu to zrobiła. Zaczarowała mój świat. Tym razem zabrała mnie w podróż jednocześnie nową i znajomą. Już na wstępie mogę powiedzieć: Fantastyczne zwierzęta są… no właśnie, fantastyczne!

Film jest równie dobry, co poszczególne części Harry’ego Pottera, a jednocześnie znajduje miejsce na wszystko, co w oryginalnej serii zostało pominięte: czas na rozwinięcie fabuły, życie codzienne w świecie czarów, relacje z mugolami, fantastyczna fauna.

Wszystkie teksty na pottermore oraz sama książka wydana pod nazwiskiem Scamandera dały widzom niemal takie same podstawy, jak wcześniej książki o Harrym, tyle że tym razem po raz pierwszy podczas oglądania filmu na podstawie prac Rowling nie znaliśmy uprzednio fabuły.

eddie

Film jest świetny zarówno sam w sobie, jak i jako prequel serii o Harrym. Aktorzy są jedną z  jego największych zalet. Eddie Redmayne, zdobywca Oscara (Teoria wszystkiego), o którego tak bardzo zabiegano, by grał Newta, poradził sobie w tej roli znakomicie. Jest zabawny, uroczy, bystry, intrygujący. Sprawia, że chce się o nim dowiedzieć więcej. Jego gra jest świeża i świetnie dopracowana (opłaciły się godziny spędzone w terenie na rozmowach z treserami zwierząt – nawet sposób chodzenia Newt’a jest charakterystyczny i realistyczny!). Poza tym, na brodę Merlina, poszłabym do kina tylko po to, żeby zobaczyć, jak Eddie wydaje z siebie odgłosy godowe…

Pozostali aktorzy też poradzili sobie bardzo dobrze. Zdecydowanie trzeba wyróżnić Ezrę Millera, który pokazał, na co go stać jako Credence’a. Byłam również bardzo ciekawa, jak poradzi sobie piosenkarka Alison Sudol w roli Queenie i natychmiast po obejrzeniu filmu zostałam jej fanką. Alison sprawia, że Queenie jest jedną z najciekawszych postaci w uniwersum.

queenie

Gra światła, efekty specjalne, obłędna muzyka kojarząca się z Harrym, ale utrzymana w stylu lat dwudziestych stwarzają niepowtarzalną atmosferę.

Kostiumy, za które odpowiedzialna była Colleen Atwood, są utrzymane w stylu zarówno „potterowym”, jak i wpasowującym się w lata 20. Stroje członków Nowego Salem są ewidentnie inspirowane ubraniami siedemnastowiecznych purytan. Ten pomysł to strzał w dziesiątkę.

eddie2

Czas akcji jest nieprzypadkowy. Pomijając wydarzenia znane z kanonu (jak wzrost w siłę Grindelwalta właśnie w tych latach, czy jego pojedynek z Dumbledorem w 1945), to dobry moment na właśnie taką fabułę, jaka jest przedstawiona w filmie. Pamiętajmy, że lata 20 w USA to the jazz age, modernizm, utracone pokolenie, ale również nowy purytanizm, czerwona panika. Na tym tle fabuła Fantastycznych zwierząt zdaje się być jeszcze bardziej realistyczna.ezra

Fantastyczne zwierzęta idealnie pasują do „oryginalnych” fanów Pottera, którzy dorastali z Harrym, a teraz mają po 20 parę lat. Są mroczniejsze, brutalniejsze, bardziej nieprzewidywalne. To nie film dla dzieci. Mimo to myślę, ze ludzie, którzy interesują się uniwersum HP trochę mniej również znajdą tu coś dla siebie. To taki film, który każdemu może przypaść do gustu.

tina

Długo mogłabym jeszcze zachwycać się nad każdą składową i nad całością filmu. Tutaj jednak skończę i powiem tylko: magia powróciła, a nawet lepiej – ona nigdy nie odeszła.

Ocena:

Najlepsza postać: Newt Scamander, oczywiście!

Najlepszy aktor: Eddie Redmayne. To jego show. Zaraz po nim Ezra Miller.

Kostiumy: czysta radość dla oczu widzów i przyszłych Fantastycznych cosplayer’ów.

Efekty specjalne: świetne, szczególnie w wersji 3D!

Najlepsza scena: trudno wybrać jedną, bo cały film trzymał równy poziom.

Efekt końcowy: 10/10

*zdjęcia pochodzą z pottermore.com

Grace Times

Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Jack Thorne – recenzja

Cześć, misiaki 😀

Minęło już sporo czasu od momentu, kiedy Harry Potter i Przeklęte Dziecko wszedł do księgarni. Pojawiłam się na nocnej premierze, dorwałam książkę i… recenzji nie napisałam. Dlaczego? Wiecie, wszystkie części Harry’ego Pottera to dla mnie najlepsze książki ever i niedościgniony wzór powieści idealnej. Gdybym miała bloga w czasach, kiedy wychodziła seria (bo oczywiście książki stały u mnie na półce już w dzień premiery), znajdowałyby się na nim najlepsze recenzje, jakie mogę napisać i liczyłam, że teraz będę miała okazję to nadrobić. Niestety, srogo się zawiodłam. Oczywiście wiedziałam, że Harry Potter i Przeklęte Dziecko to nie powieść, a scenariusz sztuki wystawianej na West Endzie, jednak na pisaniu i odgrywaniu scenariuszy trochę się znam, więc akurat dość szybko pogodziłam się z samą formą. Wiedziałam również, że Rowling nie jest jedyną autorką, ale książka była promowana w taki sposób, jakby Jo ją napisała i miała przy tym jedynie małą pomoc, więc i na to postanowiłam przymknąć oko. Jednak kiedy tylko przyjrzałam się książce uważniej, z wielkim zawodem stwierdziłam, że Rowling ma z tą książką bardzo niewiele wspólnego. Pomimo jej nazwiska drukowanego wielkimi literami bijącego z okładki, to Jack Thorne jest właściwym autorem tej sztuki, a pani R. raczej nie napisała w niej ani słowa. Obiecała, że seria o Harrym liczyć sobie będzie siedem tomów i słowa dotrzymała. Pomimo tego, co napisano na okładce, nie uznaję tego za ósmy tom serii. Nic – od autora, przez formę, a nawet aż po tłumaczenie – nie jest takie samo, jak wcześniej. Dla mnie jest to jedynie dodatek do serii, taki jak Nieoficjalna książka kucharska Harry’ego Pottera, i jako takie właśnie fanfiction jest ok. Po prostu ok. Gdyby to jeszcze chociaż było stylizowane na styl Rowling albo zgadzało się z treścią i zasadami ustanowionymi w poprzednich książkach… Ale nie. Scenariusz wygląda tak, jakby autor wszedł na fanfiction.net, spisał najczęściej pojawiające się, najbardziej oklepane pomysły i wcisnął je tu naraz, kompletnie pomijając choćby zgodność charakterów postaci. Nic tu się nie zgadza. Nawet scena na peronie 9 i 3/4 różni się od tej samej opisanej w Insygniach Śmierci. Brakuje masy bohaterów, o których nie ma nawet wzmianki. Gdzie jest Teddy? Skoro jest dla Harry’ego jak syn, to czemu jest tak, jakby nie istniał? Dlaczego wszyscy zachowują się, jakby dostali zupełnie nowe osobowości? A główny wątek historii? Przecież on pogwałca wszystkie prawa czarodziejów! Właśnie o to chodziło w poprzednich częściach, że się nie dało zrobić tak, jak radośnie zrobiono tutaj. Poza tym chciałabym zaznaczyć, że cała historia nic nie wnosi. Na końcu jest taka sama sytuacja, jak była na początku. Nic się nie zmienia. Jedynie dowiadujemy się kilku co by było, gdyby, co samo w sobie jest na szczęście wystarczająco ciekawe, żeby historii do końca nie pogrążyć.

20161021_205218.jpg

A nowi bohaterowie? Delphini – bez komentarza. Albus? Zbuntowany, nieprzyjemny, użalający się nad sobą nastolatek – słaby materiał na głównego bohatera. Córka Hermiony i Rona, Rose, nagle zadzierająca nosa, jakby zjadła wszystkie rozumy? Kolejne wybielanie postaci Snape’a (choć miło było go zobaczyć z innej strony, więc przymknę na to oko). Jedynie Scorpius i Draco ratują tą historię. Draco zachował swój charakter, a jego syn jest świetną postacią. Nadal zachowując typowe dla ślizgona cechy, jest wesoły, dzielny i zabawny.

20161021_210411.jpg

Być może gdybym zobaczyła najpierw sztukę na West Endzie, podobałoby mi się. Jednak sam scenariusz jest średni, a w polskiej wersji nawet gorszy, bo zmiana tłumacza raczej rzadko kiedy wychodzi tomowi serii na dobre (a dwójka tłumaczy do jednej książki to już samobójstwo). Historie publikowane przez Rowling na Pottermore mają w sobie całą magię świata Harry’ego i są o wiele ciekawsze, niż Harry Potter i Przeklęte Dziecko. One są kanonem, a tego za kanon nie uznam.

20161112_125734

Natomiast Rowling faktycznie napisała scenariusz do Fantastycznych Zwierząt (wczoraj podczas premiery wydany drukiem) i już po samych zwiastunach i wywiadach dostępnych w Internecie widzę, ze magia powraca. Już w ten czwartek idę na nocną premierę (byłam pierwszą osobą, która zarezerwowała bilet w moim kinie – a jak!) i szybciutko w piątek wieczorem napiszę recenzję. Nie mogę się doczekać!

Grace Times

Test na patronusa na Pottermore

Cześć, misiaki!

Czekaliśmy na to 4 lata! I wreszcie się doczekaliśmy… Przed wami oficjalny test na patronusa na pottermore.com, prosto od J. K. Rowling!

Patronus to rodzaj pozytywnej siły… Jest projekcją tego, czym dementor się żywi… nadziei, szczęścia, woli przeżycia… ale nie może odczuwać rozpaczy jak prawdziwy człowiek, więc dementor nic nie może mu zrobić.

Jak działa test na Pottermore?

W przeciwieństwie do quizów służących za Tiarę Przydziału i przydzielających do domów w Hogwarcie i Ilvermorny, ten nie zadaje pytań, na które trzeba odpowiedzieć, a jedynie pokazuje dwa lub trzy słowa, z których trzeba wybrać jedno, kierując się intuicją. Co więcej, każde pytanie pojawia się tylko przez kilka sekund, więc nie ma ani chwili na zastanowienie! Ponieważ pytania są losowane, a jest ich tylko kilka, odpowiedzi na kilku kontach dla jednej osoby mogą się nawet nie powtórzyć. Wszystko zależy od tego, jakie pytania ci się wygenerują i czy zdążysz kliknąć właściwą odpowiedź. Reakcje fanów na taką formę quizu są mieszane. Obcokrajowcy mają problem ze zrozumieniem niektórych słów (jak np. w pytaniu „shine – glitter – gleam”)i nie mają czasu na odwiedziny u internetowego tłumacza, więc ich odpowiedzi wcale  nie są takie, jakby chcieli. Pytania migają w takim tempie, że nawet osobom anglojęzycznym często zdarza się kliknąć nie to, co by chciały. A jeśli twoje odpowiedzi będą się od siebie zanadto różnić, otrzymasz „niezwykłego” patronusa (np. bawoła). Test niestety można wykonać tylko raz na jednym koncie, więc jak coś pójdzie nie tak, to jesteśmy skazani na oglądanie tego patronusa na swoim oryginalnym profilu. A przecież patronus może się zmieniać kilkakrotnie w ciągu życia czarodzieja! Myślę, że po 4 latach czekania mogliśmy się spodziewać czegoś lepszego – czegoś bardziej przypominającego oryginalny test Tiary Przydziału (który jest naprawdę rewelacyjny. Tiara nigdy się nie myli!).

Plusem testu jest natomiast oprawa graficzna, muzyka w tle i sam wygląd śmigającego po ekranie patronusa. Niestety, całość zadziałała na moim laptopie, ale już na komputerze stacjonarnym niezbyt, niezależnie od przeglądarki, której używałam. Ale może to tylko mój komputer się tak zachowuje.

Mój wynik

Komputer strasznie mulił i nie do końca odpowiedziałam tak, jak chciałam, toteż wyszedł mi wynik „niezwykły” – słoń! Haha, słonie są kochane ❤ Na pewno taki wielki patronus przepędziłby całą armię dementorów. Poza tym taki olbrzym musiałby niesamowicie wyglądać!

patronuselephant

Potem spróbowałam na laptopie, gdzie wszystko działało i nawet jakby miałam więcej czasu na odpowiedzi. Tu jestem ich pewna. Wyszedł kot syberyjski 🙂 Uwielbiam koty, szczególnie długowłose i misiowate, więc jak najbardziej jestem za!

patronuscat

Powiedzmy, że mój patronus zmienia się zależnie od szczęśliwej myśli, która go wywołuje 😉

Ale mimo mojej miłości do słoni i kotów wszelakich, nie zgadzam się do końca z tymi wynikami. Myślę, że moim patronusem byłby wilk, który jest zwierzęciem dopasowanym do mojego typu osobowości (INFJ). Poza tym w dzieciństwie bardzo bałam się wilków – to by było super, takie obrócenie dawnego strachu w siłę! A skoro patronus odzwierciedla na co dzień ukryte cechy osobowości, to może lew albo irbis? Ostatecznie to tylko bardzo prosty test, a to my sami znamy siebie najlepiej!

wolf

*cytat pochodzi z Harry’ego Pottera i więźnia Azkabanu

Grace Times