Wakacyjna lista

Wakacje to idealny czas na sięgnięcie po nową książkę. Czy zostajemy w domu z opasłym tomiszczem na kolanach, wsłuchując się w bębnienie letniego deszczu o okienne szyby, czy wylegujemy się na plaży, przeglądając ebooka na tablecie, czy też jedziemy autem lub lecimy samolotem na spotkanie zagranicznej przygodzie, słuchając audiobooka, możemy zatopić się w nowej historii, której odmawialiśmy sobie przez cały rok i wreszcie się zrelaksować. Oto lista książek, które poleciłabym na wakacje 🙂

  • Syrena – Kiera Cass

Kahlen jest syreną. Nie ma jednak ogona ani rybich przyjaciół. Jej głos doprowadza ludzi do szaleństwa, każąc im skoczyć w morską toń i nigdy nie wypłynąć. Kahlen używa go tak, jak każe jej Matka Ocean, której musi służyć. Nie wolno jej z nikim rozmawiać. Co się więc stanie, gdy w najmniej odpowiednim momencie się zakocha?

Kiedy pierwszy raz ją czytałam, bardzo żałowałam, że nie znajduję się właśnie nad morzem i nie mogę czytać ze stopami zanurzonymi w wodzie. Ta historia jest spokojna, dojrzała, ale dostarcza wszystkich potrzebnych czytelnikowi emocji. Nie można się od niej oderwać, zapewniam.

  • Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha – Jessica Sorensen

Ella wyjechała do college’u bez pożegnania z kimkolwiek ani mówienia, dokąd się udaje. Przez 8 miesięcy starała zmienić się całkowicie, zostawiając za sobą ponurą przeszłość. Musi jednak wrócić na wakacje do domu. Obawia się konfrontacji z dawnym najlepszym przyjacielem, Michą, którego wymazała ze swojego życia na ostatnie pół roku…

To przyjemny romans, lekki, ale niestandardowy. Idealny na leniwy wieczór.

  • Wolha Redna, tom 1. Zawód: Wiedźma – Olga Gromyko

Panna W. Redna, uczennica szkoły magii, zostaje wysłana, by zbadać dziwne napaści w kraju wampirów, Dogewie. Niespodziewanie zaprzyjaźnia się z młodym władcą, równie niepokornym i sarkastycznym, jak ona sama…

To pierwszy tom jednej z moich ulubionych serii książek wszech czasów. Żaden komentarz nie jest w stanie oddać humoru całej opowieści, pisanej z punktu widzenia niesamowicie zabawnej i psotnej Wolhy, to trzeba po prostu przeczytać. Obiecuję, że po tomie pierwszym najdzie was ochota, aby od razu sięgnąć po drugi, a każdy następny jest jeszcze ciekawszy, zabawniejszy i bardziej złożony. Wolha potrafi przekonać do siebie kilkoma zdaniami każdego (przetestowane!), a jeżeli jesteście fanami fantastyki lub chcielibyście zobaczyć prawdziwy słowiański Hogwart, jest to pozycja obowiązkowa.

  • After 1. Płomień pod moją skórą – Anna Todd

Tessa prowadziła dotąd idealnie uporządkowane i nudne życie. Wszystko wymyka się spod kontroli w pierwszy dzień studiów, kiedy nowa współlokatorka przedstawia jej swojego tajemniczego, nieuprzejmego znajomego…

Romans gorący jak upalne letnie dni. W sam raz na przeglądanie podczas opalania się. Może nie jest to najlepiej napisana powieść, jaką czytałam, ale świetnie nadaje się właśnie na wakacje, kiedy potrzebujemy odprężenia po stresującym roku.

  • Maybe Someday – Colleen Hoover

Ridge gra na gitarze tak, że porusza wszystkie serca. Sydney pisze niesamowite teksty piosenek. Kiedy się spotkają, mogą stworzyć coś wyjątkowego.

Opowieść o muzyce, pasji i miłości, która ma w sobie więcej, niż podaje jakiekolwiek streszczenie – tutaj bez spoilerów, ale obiecuję, że będziecie bardzo zaskoczeni! Myślę, że znajdą tu coś dla siebie również fani Johna Greena. Fajne jest to, że do książki dołączona jest playlista, więc możecie jednocześnie czytać i słuchać.

  • Miłość, flirt i inne zdarzenia losowe – Jennifer Echols

Kiedy nadchodzą wakacje, Lori postanawia porzucić wygląd chłopczycy i stać się bardziej kobieca. Wymyśla idealny plan, by podbić serce przystojnego sąsiada… zacząć umawiać się z jego młodszym bratem, a swoim najlepszym przyjacielem!

Prawdziwa wakacyjna książka 😉 jest naprawdę luźna i zabawna, nie nudzi, a choć w tytule ma miłość, więcej w niej komedii, niż romansu.

  • Percy Jackson i bogowie olimpijscy, tom 1. Złodziej pioruna – Rick Riordan

Percy Jackson wcale nie chciał być herosem, ale gen bohatera najwyraźniej ma we krwi. Jako syn greckiego boga nie ma wyboru – musi radzić sobie z życiem tak, jak robili to wielcy herosi wiele wieków temu. Co gorsza, właśnie zostaje oskarżony o kradzież pioruna Zeusa. Jeśli go nie dostarczy w terminie, rozpęta się wielka wojna!

I znowu – to jedna z moich najbardziej ulubionych serii. Polecam wszystko, co wyszło spod pióra Ricka Riordana, obiecuję, że każda jego książka będzie tak samo trzymać poziom i dostarczy mnóstwa emocji. Możecie sobie wybrać, jaką mitologię lubicie: grecką, rzymską, nordycką, a może egipską? Rick pisze o nich wszystkich! Wydaje regularnie i zapewnia mnóstwo tzw. companion books, ku uciesze fanów. Polecam jednak zacząć od oryginalnej serii o Percym. Jest bardzo zabawna, choć z każdym tomem, wraz z dorastaniem Percy’ego, historia robi się cięższa. Obiecuję, że Obóz Herosów wciągnie was w zupełnie nowy świat i dostarczy wspaniałych wakacyjnych wrażeń.

  • Papierowe miasta – John Green

Quentin jest od zawsze zauroczony w fascynującej sąsiadce, Margo Roth Spielgelman. Pewnego dnia ona przychodzi do niego z niezwykłą propozycją. A potem znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie, idąc za wskazówkami, które mu zostawiła.

Kolejna ze świetnych powieści Green’a. Obiecuję, że nie jest taka smutna, jak Gwiazd naszych wina! Papierowe miasta to historia w sam raz na wakacje. Nic dodać, nic ująć, po prostu dajcie się jej porwać 😉

  • Dary Anioła, tom 1. Miasto kości – Cassandra Clare

Spokojne życie Clary Fray lega w gruzach, kiedy znika jej matka. Zbiega się to ze spotkaniem przez nią tajemniczych, uzbrojonych po zęby nastolatków, którzy przedstawiają się jako Nocni Łowcy – potomkowie ludzi i aniołów, obrońcy ludzkości przed demonami. W ich Świecie Cieni panuje właśnie wielkie poruszenie – mówi się, że Valentine, zbuntowany Nocny Łowca, powrócił i szykuje się do wojny. Jaki jednak z tym wszystkim ma związek Clary? I gdzie zniknęła jej matka?

Jeżeli jeszcze nie sięgnęliście po Dary Anioła, wakacje to idealny moment. Historia wciąga w świat, który Clare opisuje w kilku wielotomowych seriach, więc zawsze można sięgnąć po więcej. To przygoda na całe wakacje. Książki są całkiem nieźle napisane, zabawne, czasem lekkie, czasem ciężkawe, ale nie dystopijne. Trzeba im przyznać jedno – wciągają, i to tak, że od ich kart nie da się oderwać!

A może warto przypomnieć sobie coś z klasyki? Hobbit będzie świetną lekturą na długą podróż – czytanie o przygodach Bilba tylko zwiększy ochotę na odkrycie nowych miejsc. Wakacje to również świetna okazja na zainteresowanie się jakąś znaną serią książek, na jaką nie miało się dotąd czasu. Igrzyska śmierci albo Więzień labiryntu to dwie trylogie, które spokojnie możecie pochłaniać podczas gorących letnich nocy, kiedy następnego dnia nie musicie wstać wcześnie. Tylko uwaga, one pochłaniają i naprawdę nie da się ich odłożyć nawet na chwilę snu!

To tyle na dziś. A jakie wy książki lubicie czytać podczas wakacji? 🙂

Grace Times

Recenzje: ,,Szklany miecz” i ,,Biała róża”

Halo halo, dzień dobry wszystkim!

Nareszcie nadeszły wakacje! Potwór zwany sesją został pokonany i zasnął, a jego przebudzenie nastąpi dopiero w przyszłym roku. W związku z tym mogę wrzucić nową recenzję, która czeka na to już od kilku dobrych miesięcy! Tym razem jest to bardziej zbiór luźnych przemyśleń, niż poważna recenzja, ale mam nadzieję, że się wam spodoba.

Tak więc, co my tu mamy?

Szklany miecz, kontynuacja Czerwonej królowej autorstwa Victorii Aveyard. Muszę przyznać, że Czerwona królowa zrodziła we mnie nadzieję na nowa serię pokroju Igrzysk śmierci, może im niezupełnie dorównującą, ale na pewno mającą szansę na podobną popularność. Wprowadziła coś nowego, wymieszała wątki fantastyczne z dystopią, a nawet bajką i naprawdę mi się podobała. Co prawda główna bohaterka była od początku – bardzo zresztą nieudolną – kopią Katniss, ale przymknęłam na nią jeszcze oko. Łączyłam ze Szklanym mieczem duże nadzieje. I co? Niestety, całkowicie się zawiodłam. Wygląda to tak, jakby autorka otworzyła Kosogłosa i próbowała przepisać go słowo w słowo, wciskając w zupełnie z początku inną historię, ale zabrakło talentu i pomysłu. Czyta się to naprawdę trudno, na każdym kroku można ziewnąć ‘skąd ja to znam…to też już było… a to się zaraz wydarzy – o, no i się wydarzyło.”. Do bohaterów ciężko się przywiązać, ciężko odczuwać wobec nich jakiekolwiek emocje (może poza irytacją na głupotę Mare). Nie będę tu przywoływać konkretnych przykładów zerżniętych z Igrzysk, bo jest ich za dużo i są naprawdę bardzo widoczne, ale przy niektórych nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, bo wyglądało to tak, jakby autorka próbowała napisać to samo, co Collins, ale innymi słowami.

Mogliśmy też poznać lepiej główną bohaterkę, co okazało się być wątpliwą przyjemnością. Pozwólcie mi wyjaśnić moje spojrzenie na sprawę. Interesuję się już od dłuższego czasu typami osobowości Myers- Briggs ze szkoły jungowskiej. Katniss jest typowym INTJ, która w formie żeńskiej i pozytywnej dość rzadko się pojawiała, szczególnie w literaturze YA, przed publikacją Igrzysk śmierci. INTJ to osoba, która myśli inaczej, niż jest postrzegana przez środowisko. Przede wszystkim jest to jednak prawdopodobnie najbardziej inteligentny ze wszystkich 16 typów, dobrze analizujący sytuację i potrafiący wybrnąć z niej z chłodnym opanowaniem. Po sukcesie Igrzysk autorzy pomyśleli sobie ‘hej, fajna ta postać, taka zimna sucz jest cool!’. Niestety, mało kto spróbował zastanowić się, w jaki konkretnie sposób taka Katniss myśli, zadowalając się oskubaną z emocji, niemądrą, egoistyczną, mało realistyczną zimną rybą. Tak też się stało w przypadku Mare. Produkt końcowy takiej kalki z Katniss wcale nie przedstawia już bystrego jak diabli INTJ, ale dość żałosną jego podróbkę. Co gorsza, w jej przypadku nie tylko działania, ale też myśli bohaterki są wybitnie głupie…. W mojej ocenie jest to jedna z najgorzej napisanych postaci w literaturze YA, i to włączając w to Bellę Swan.

Książka jest mdła, nudna, przewidywalna do bólu, trudna do przebrnięcia. Mojej uwagi nie przykuła. Moim zdaniem nie jest godnym sequelem Czerwonej królowej. Słyszałam, że ma powstać film w reżyserii Elizabeth Banks na podstawie tej serii, jestem bardzo ciekawa, jakie ona ma na nią spojrzenie – a nuż uda jej się zrobić z tego coś sensownego?  Z przyjemnością się o tym przekonam! Historia w wersji filmowej, pozbawiona przemyśleń Mare, może być zaskakująco dobra.

Moim drugim „czytadełkiem” była Biała róża, sequel Klejnotu, autorstwa Amy Ewing. Tu stało się odwrotnie, niż przy Szklanym mieczu – drugi tom znacznie przewyższył pierwszy. Klejnot to taka zrzynka z Igrzysk, Rywalek i Niezgodnej (przy czym dwie ostatnie same w sobie są już pewnymi kopiami tej pierwszej, więc Klejnot to jakby trzecia woda po kisielu), a że to praca magisterska, widać brak warsztatu. Jednakże ogólny zamysł historii był wystarczająco oryginalny i ciekawy, żeby uratować całość i zachęcić mnie do sięgnięcia po drugi tom. Biała róża mogła okazać się totalną klapą, ale tak się nie stało. Widać, że autorka lepiej się zastanowiła, co che przekazać, dała sobie czas na rozwinięcie konkretnych wątków i świeże spojrzenie na historię. To był strzał w dziesiątkę. Warsztatu nadal trochę brakuje, ale czyta się to o wiele lepiej, jest coś świeżego, oryginalnego, i jest to przedstawione w całkiem lekkiej i zgrabnej formie. O ile Szklany miecz czytało się tak, że najchętniej by się go odłożyło i nie wracało do niego na trzeźwo, o tyle Biała róża wciąga. Angażuje, zapewniając emocjonalną ruletkę, cały czas trzyma tempo, zaskakuje, nie można od niej oderwać oczu. Przeczytałam ją jednym tchem, w nosie mając to, że następnego dnia trzeba się zwlec na studia i wypadałoby się wyspać. Nawet, jeśli sporo rzeczy jest jeszcze niedopracowanych (i nie wspominajmy może o głupiej bohaterce, kolejnej nieudanej kopii Katniss – ale i tak lepszej, niż Mare, bo tu chyba z założenia Violet miała mieć trochę inny charakter), autorka ma talent i to się odczuwa. Być może to nie będzie najważniejsza seria autorki, ale wierzę, że stać ją na więcej i że jeszcze nam pokaże.

Tyle na dziś, dziękuję państwu za uwagę, mówiła (a raczej pisała) Grace Times 😉

Miłego początku wakacji, misie!

Grace

Wrażenia ze światowej premiery Kosogłosa w Berlinie

Cześć misie!

Dziś przybywam z notką o moich przeżyciach ze światowej premiery Kosogłosa cz. 2 w Berlinie!

Nasz filmik możecie zobaczyć tutaj 🙂

Jechaliśmy 10-osobową grupką, a cała wyprawa była zorganizowana przez przeurocze panie z Next Chapter 🙂 Jechałam w nocy i o 7 byłam już w Berlinie. Na Potsdamer Platz, gdzie mieści się kino i gdzie organizowana była premiera, dotarliśmy ok. 9. Byliśmy dość zaskoczeni, bo… wszystkie miejsca w 1 rzędzie były już zajęte! Ludzie siedzieli w śpiworach już od wczesnych godzin porannych. Rozmieszczenie barierek było także inne, niż zwykle na premierach w tym miejscu (być może po to, by pomieścić więcej ludzi). Ustawiliśmy się w 2 rzędzie i czekaliśmy… czekaliśmy… czekaliśmy…

20151104_121542
W oczekiwaniu na premierę…

Za jedyną rozrywkę mieliśmy obserwowanie ochroniarzy i przygotowań technicznych – zdejmowanie folii zabezpieczającej z dywanu, ustawianie kamer itd. Od pewnego momentu zaczęto w kółko puszczać zwiastun Kosogłosa na telebimie (z niemieckim dubbingiem).

12204793_976240689116927_1804205930_n
Polish tributes say goodbye – tak, to my!

Od 13 ludzie zaczęli się tak pchać, że trzeba było stać na swoim miejscu i się nie ruszać. Ok. 16:30 (kiedy powinni już przyjechać aktorzy) zaczęło się coś dziać – zapalono wielkie znicze, ustawiono bębny (dokładnie naprzeciwko nas). Oprócz tego cały czas podchodziła do nas prasa, głównie kazała krzyczeć do kamery. Powoli zaczęli się zjeżdżać różni goście, w tym Jamie-Lee Kriewitz, uczestniczka the Voice of Germany, która zaśpiewała dla nas Hanging tree. To wykonanie zdecydowanie przypadło mi do gustu, jest fantastyczna 😀 Sami zobaczcie, jak poszło jej w the Voice.

O 18 podjechał pierwszy samochód służbowy i okazało się, że mieliśmy najlepsze miejsca, bo auta z gwiazdami zatrzymywały się dokładnie naprzeciwko nas, naprawdę bliziutko! Więc to do nas najpierw machali 🙂 Lucky~

Pierwsza przyjechała Willow Shields, ubrana w zwiewną, pomarańczową sukienkę. Najpierw podeszła na krótki, powitalny wywiad, a potem chciała od razu rozdać nam autografy. Niestety ochrona zabrała ją na kolejny wywiad, z którego już do nas nie wróciła. Łącznie przyjechało 12 aktorów: Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Liam Hemsworth, Sam Claflin, Jena Malone, Elizabeth Banks, Natalie Dormer, Donald Sutherland, Stanley Tucci, Willow Shields, Julianne Moore i Michelle Forbes, a do tego reżyser Francis Lawrence i producent Nina Jacobson. Chyba nawet oni nie spodziewali się, jakich rozmiarów będzie ta premiera – staliśmy w tłumie 6 tys. ludzi! Elizabeth i Jena wyglądały obłędnie w bajkowych, długich do ziemi sukniach. Sukienka Jeny wyglądała na żywo jeszcze bardziej niesamowicie, niż na zdjęciach – była bardziej przejrzysta i błyszcząca. Sam wyglądał bardzo przystojnie w okularach, a Jennifer oszałamiała dopasowaną suknią od Diora. Nawet Liam zaszalał i ubrał prążkowany krawat, który wyglądał na bardzo drogi 😉 Josh podszedł do nas od razu po wyjściu z samochodu, co było bardzo miłe 🙂 Właściwie wszyscy aktorzy, którzy byli w zasięgu głosu odpowiadali ludziom, machali i utrzymywali kontakt wzrokowy, co za kochana ekipa ❤ Jennifer wykonała przemiły gest w stronę fanów i zamiast podjechać do końca dywanu, wysiadła na jego początku i szła, rozdając autografy. Niestety, to znaczyło również, że do nas na końcu już nie zdążyła dotrzeć :< Jej przeciwieństwem była Natalie, która rozdawała autografy dość wybiórczo i omijała całe duże fragmenty barierek z ludźmi wyciągającymi książki do podpisu.

12226648_953793531348688_928923316_n
Tak, to moją książkę Liam tu podpisuje 🙂

Jakie to doświadczenie, zobaczyć swoich ulubionych aktorów z bliska? To cudowne przeżycie, znaleźć się tak blisko nich, poczuć, że to ludzie z krwi i kości, usłyszeć jaki naprawdę mają głos, zobaczyć jak się zachowują i jak wyglądają. Mogę potwierdzić, że ekran bardzo pogrubia – szczególnie Liam wg mnie prezentuje się zupełnie inaczej na żywo, ma bardziej intensywny kolor oczu, szczuplejszą twarz i węższy nos. Wydawało mi się też, że Josh będzie naprawdę niski, ale jest wyższy ode mnie.

nataliedormer
Szczęśliwcy, do których podeszła Natalie

Całe wydarzenie to głównie wywiady z aktorami w różnych miejscach sceny i czas dla fotografów. Widzieliśmy, co było równocześnie transmitowane na żywo na telebimie – było to tak zmontowane, jakby cały czas coś się działo, ale wcale tak nie było. Jednak każde czekanie jest warte takiego przeżycia! Po premierze poszliśmy odprowadzić aktorów pod kino, gdzie otwierali seanse i wsiadali do samochodów. Przez chwilę nawet szliśmy równo z autem Jennifer – hotel, w którym zatrzymali się aktorzy, był blisko kina i mijaliśmy go po drodze do naszego własnego. Następny dzień poświęciliśmy zwiedzaniu Berlina, a wieczorem wracaliśmy do Polski.

12093432_857717451013173_541701319_n(1)
Moje zdobycze: od lewej Liam Hemsworth, Elizabeth Banks, Josh Hutcherson i Jena Malone

 

Podsumowując, możliwość uczestniczenia w premierze Kosogłosa była absolutnie niezapomnianym wydarzeniem. Nie byłoby jednak tak super bez fantastycznej ekipy, z którą jechałam – kochani, dziękuję za ten wyjazd! Chętnie to powtórzę 🙂

12218755_953701638024544_921522727_o
Zmęczeni i zmarznięci, ale szczęśliwi

W następnej notce recenzja Kosogłosa cz. 2 i wrażenia z maratonu Igrzysk! Stay tuned~

Grace Times