Recenzje: ,,Szklany miecz” i ,,Biała róża”

Halo halo, dzień dobry wszystkim!

Nareszcie nadeszły wakacje! Potwór zwany sesją został pokonany i zasnął, a jego przebudzenie nastąpi dopiero w przyszłym roku. W związku z tym mogę wrzucić nową recenzję, która czeka na to już od kilku dobrych miesięcy! Tym razem jest to bardziej zbiór luźnych przemyśleń, niż poważna recenzja, ale mam nadzieję, że się wam spodoba.

Tak więc, co my tu mamy?

Szklany miecz, kontynuacja Czerwonej królowej autorstwa Victorii Aveyard. Muszę przyznać, że Czerwona królowa zrodziła we mnie nadzieję na nowa serię pokroju Igrzysk śmierci, może im niezupełnie dorównującą, ale na pewno mającą szansę na podobną popularność. Wprowadziła coś nowego, wymieszała wątki fantastyczne z dystopią, a nawet bajką i naprawdę mi się podobała. Co prawda główna bohaterka była od początku – bardzo zresztą nieudolną – kopią Katniss, ale przymknęłam na nią jeszcze oko. Łączyłam ze Szklanym mieczem duże nadzieje. I co? Niestety, całkowicie się zawiodłam. Wygląda to tak, jakby autorka otworzyła Kosogłosa i próbowała przepisać go słowo w słowo, wciskając w zupełnie z początku inną historię, ale zabrakło talentu i pomysłu. Czyta się to naprawdę trudno, na każdym kroku można ziewnąć ‘skąd ja to znam…to też już było… a to się zaraz wydarzy – o, no i się wydarzyło.”. Do bohaterów ciężko się przywiązać, ciężko odczuwać wobec nich jakiekolwiek emocje (może poza irytacją na głupotę Mare). Nie będę tu przywoływać konkretnych przykładów zerżniętych z Igrzysk, bo jest ich za dużo i są naprawdę bardzo widoczne, ale przy niektórych nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, bo wyglądało to tak, jakby autorka próbowała napisać to samo, co Collins, ale innymi słowami.

Mogliśmy też poznać lepiej główną bohaterkę, co okazało się być wątpliwą przyjemnością. Pozwólcie mi wyjaśnić moje spojrzenie na sprawę. Interesuję się już od dłuższego czasu typami osobowości Myers- Briggs ze szkoły jungowskiej. Katniss jest typowym INTJ, która w formie żeńskiej i pozytywnej dość rzadko się pojawiała, szczególnie w literaturze YA, przed publikacją Igrzysk śmierci. INTJ to osoba, która myśli inaczej, niż jest postrzegana przez środowisko. Przede wszystkim jest to jednak prawdopodobnie najbardziej inteligentny ze wszystkich 16 typów, dobrze analizujący sytuację i potrafiący wybrnąć z niej z chłodnym opanowaniem. Po sukcesie Igrzysk autorzy pomyśleli sobie ‘hej, fajna ta postać, taka zimna sucz jest cool!’. Niestety, mało kto spróbował zastanowić się, w jaki konkretnie sposób taka Katniss myśli, zadowalając się oskubaną z emocji, niemądrą, egoistyczną, mało realistyczną zimną rybą. Tak też się stało w przypadku Mare. Produkt końcowy takiej kalki z Katniss wcale nie przedstawia już bystrego jak diabli INTJ, ale dość żałosną jego podróbkę. Co gorsza, w jej przypadku nie tylko działania, ale też myśli bohaterki są wybitnie głupie…. W mojej ocenie jest to jedna z najgorzej napisanych postaci w literaturze YA, i to włączając w to Bellę Swan.

Książka jest mdła, nudna, przewidywalna do bólu, trudna do przebrnięcia. Mojej uwagi nie przykuła. Moim zdaniem nie jest godnym sequelem Czerwonej królowej. Słyszałam, że ma powstać film w reżyserii Elizabeth Banks na podstawie tej serii, jestem bardzo ciekawa, jakie ona ma na nią spojrzenie – a nuż uda jej się zrobić z tego coś sensownego?  Z przyjemnością się o tym przekonam! Historia w wersji filmowej, pozbawiona przemyśleń Mare, może być zaskakująco dobra.

Moim drugim „czytadełkiem” była Biała róża, sequel Klejnotu, autorstwa Amy Ewing. Tu stało się odwrotnie, niż przy Szklanym mieczu – drugi tom znacznie przewyższył pierwszy. Klejnot to taka zrzynka z Igrzysk, Rywalek i Niezgodnej (przy czym dwie ostatnie same w sobie są już pewnymi kopiami tej pierwszej, więc Klejnot to jakby trzecia woda po kisielu), a że to praca magisterska, widać brak warsztatu. Jednakże ogólny zamysł historii był wystarczająco oryginalny i ciekawy, żeby uratować całość i zachęcić mnie do sięgnięcia po drugi tom. Biała róża mogła okazać się totalną klapą, ale tak się nie stało. Widać, że autorka lepiej się zastanowiła, co che przekazać, dała sobie czas na rozwinięcie konkretnych wątków i świeże spojrzenie na historię. To był strzał w dziesiątkę. Warsztatu nadal trochę brakuje, ale czyta się to o wiele lepiej, jest coś świeżego, oryginalnego, i jest to przedstawione w całkiem lekkiej i zgrabnej formie. O ile Szklany miecz czytało się tak, że najchętniej by się go odłożyło i nie wracało do niego na trzeźwo, o tyle Biała róża wciąga. Angażuje, zapewniając emocjonalną ruletkę, cały czas trzyma tempo, zaskakuje, nie można od niej oderwać oczu. Przeczytałam ją jednym tchem, w nosie mając to, że następnego dnia trzeba się zwlec na studia i wypadałoby się wyspać. Nawet, jeśli sporo rzeczy jest jeszcze niedopracowanych (i nie wspominajmy może o głupiej bohaterce, kolejnej nieudanej kopii Katniss – ale i tak lepszej, niż Mare, bo tu chyba z założenia Violet miała mieć trochę inny charakter), autorka ma talent i to się odczuwa. Być może to nie będzie najważniejsza seria autorki, ale wierzę, że stać ją na więcej i że jeszcze nam pokaże.

Tyle na dziś, dziękuję państwu za uwagę, mówiła (a raczej pisała) Grace Times 😉

Miłego początku wakacji, misie!

Grace