Co nowego u Nocnych Łowców? Lord of Shadows, Cassandra Clare. Recenzja

Dawno nie pisałam, bo nic, co ostatnio czytałam lub oglądałam nie zainspirowało mnie na tyle, żeby to zrecenzować. Piękna i Bestia oraz Opowieści z Akademii Nocnych Łowców zostały obgadane w gronie znajomych, więc na dłuższy czas mój zapał do ponownego spisywania opinii wygasł (na pewno jednak jeszcze do nich wrócę). Ale właśnie coś przyciągnęło moją uwagę i spieszę, aby się tym podzielić.

Myślałam, że Cassandra Clare niczym mnie już nie zaskoczy, ale jednak jej się to udało. Parę dni temu wyszedł Lord of Shadows, drugi tom z cyklu Dark Artifices. Błyskawicznie pochłonęłam swoją kopię (po angielsku; na stronie wydawnictwa polskiego nie widziałam żadnych wzmianek o nadchodzącym tłumaczeniu, ale patrząc po Opowieściach z Akademii, może to zająć dość długo).

LOS_cover

Lady Midnight nie podobała mi się. Uważam, że przypomina za bardzo fanfiction wydrukowane bez żadnej korekty. Lord of Shadows też ma momenty w stylu fanfiction (pewne historie osobiste postaci, momenty walki, akcja popychana na siłę), ale zdecydowanie mniej znaczące dla fabuły – mogę przymknąć na nie oko.

Najpierw część bez spoilerów (z jednym oznaczonym).

Mocne strony:

  • Atmosfera. To najlepsza część książek CC. Fenomenalna w Diabelskich Maszynach, o wiele słabsza w Darach Anioła, w Mrocznych Intrygach powraca z całą mocą.
  • Naprawdę ma się wrażenie, że jest się wśród bohaterów i przeżywa historię razem z nimi!
  • Nawiązania do poprzednich tomów. Faktycznie użyteczne, czy to dla rozwoju postaci, czy dla popchnięcia fabuły.
  • Budowanie podwalin pod następną serię CC, Last Hours. Pojawia się parę wzmianek, do których zrozumienia jest potrzebna znajomość Akademii i ogólnych nowinek z uniwersum, ale są ładnie wplecione w historię i to głównie ciekawostki.
  • Użycie historii z Faerie i Ciemnym Dworem. Nie do końca wykorzystane, ale na razie wystarczające.
  • Rozwój wewnętrzny bohaterów, który zajmuje sporą część książki. Podoba mi się, że (po raz pierwszy w serii CC) bohaterowie wychowali się na wojnie i musieli szybko dorosnąć, a teraz są gotowi poświęcić wszystko, aby ratować własną skórę (szczególnie Jules!).
  • Wykorzystanie Jace’a i Clary oraz Magnusa i Alec’a, którzy choć raz w tej serii faktycznie są użytecznymi i ciekawymi postaciami, zachowującymi własny charakter (w przeciwieństwie do ich ról w Pani Nocy).
  • Postać Annabel i jej zachowanie – zupełnie zrozumiałe.
  • Styl pisania. Lekki i wciągający.
  • Kreowanie zróżnicowanych postaci.
  • Ostatnia scena. To ta zaskakująca część. Tego się nie spodziewałam!

Słabe strony:

  • Złe postacie są za słabe, a dobre – zbyt silne. Wygrywanie wszelakich bitew nie sprawia większego kłopotu, a (SPOILER) Emma bardzo łatwo pokonuje kogoś, kto miał być starożytny, potężny i nigdy nie przegrał żadnej walki (KONIEC SPOILERU). Przez to czytelnik nie boi się utraty bohaterów, nie ma komu kibicować i zaczyna głowić się nad bezsensem i brakiem realizmu w niektórych scenach (wszystkich scenach walki).
  • Pospieszanie scen walki, a rozwlekanie wątków miłosnych. To historia o anielskich wojownikach umiejscowiona w przededniu paskudnej wojny, czy Harlequin? Poza tym niektóre momenty ‚romantyczne’ są jak wyjęte z fanfiction, trójkąciki i czworokąciki w każdym wydaniu rasowo-płciowym dwoją się i troją, a Cristina czasem zachowuje się jak napalona fanka…
  • Zbyt małe niebezpieczeństwo, rozwlekła fabuła, słabe budowanie napięcia. Szkoda, że zamiast trylogii nie jest to sześcioksiąg, tak jak Dary Anioła. Te tomy są po prostu zbyt długie jak na pojedyncze wydarzenie kulminacyjne, zajmujące ledwie parę stron.
  • Całkowity brak uzasadnienia, dla którego nagle wszyscy bohaterowie cytują wiktoriańskich poetów.  W Diabelskich Maszynach pasowało – to były ich czasy, postacie nie miały wielu rozrywek poza książkami, Will i Tessa kochali poezję, a ta ostatnia wychowała się w Przyziemnej rodzinie. Ale kiedy mamy rok 2012, Los Angeles i Nocnych Łowców z krwi i kości, do tego raczej młodszych nastolatków… To po prostu zupełnie się nie zgrało. Podobnie jak oparcie całej tej serii na kilku wierszach, co w zamierzeniu zapewne miało być podniosłe i romantyczne, wyszło na wciśnięte na siłę i niedopasowane. Nie, po prostu nie.
  • Mimo tego, że postacie są bardzo zróżnicowane, to jednak myślą w podobny sposób – chłopak czy dziewczyna, starszy czy młodszy, Nocny Łowca czy Faerie. Szkoda, że historia została przedstawiona z tak wielu punktów widzenia, bo w tym miejscu ujawniła się słabość w pisaniu Clare. Gdyby autorka ograniczyła się tylko do pisania z punktu widzenia trzech lub czterech głównych postaci, nie byłoby to tak widoczne.
  • „Zapożyczanie” scen z innych książek/filmów. Kto przeczyta, na pewno je łatwo wyłapie. Wiele scen lub nowych postaci jest bardzo podobnych do innych z poprzednich książek CC (co mogło być zamierzone, ale może też świadczyć o braku nowych pomysłów), ale tu chodzi o podejrzane podobieństwa do książek innych autorów. Szczególnie jedna scena jest bardzo podobna do innej znanej z Władcy Pierścieni, obie też mają podobne znaczenie dla fabuły. Tym gorzej, że Cassandra Clare jest trochę znana z „pożyczania” od innych autorów…

Podsumowując: Lord of Shadows jest znacznie lepszy od Lady Midnight. Choć przydługi i miejscami nielogiczny, naprawdę wciąga, a na wątki w stylu fanfiction tym razem da się przymknąć oko. Choć uważam, że Cassandra Clare ewidentnie woli pisać romanse i zupełnie niepotrzebnie wciska je w ramy świata wojowników, skoro nie ma ochoty na sceny walki i wyraźnie nie zna się na realiach takiego świata, jakoś udaje jej się to zamaskować. Wykorzystanie historii Faerie to był strzał w dziesiątkę, podobnie jak zawarte w tym tomie podróże bohaterów oraz ich rozwój osobisty, nadający każdemu indywidualny charakter i sprawiający, że łatwo ich polubić. Tom czyta się lekko i przyjemnie, mimo swojej długości nie nudzi. Na pewno jeszcze wiele razy wrócę do Pana Cieni.

A dla tych, którzy chcą dowiedzieć się czegoś więcej…

KĄCIK SPOILEROWY Czytaj dalej

Trening Nocnych Łowców cz. 3

Treningu Nocnych Łowców z Next Chapter część 3 i ostatnia!

8. Impreza

Piątkowy wieczór spędzony na imprezie u Magnusa to najlepszy piątkowy wieczór 😀 Na co dzień noszę głównie czerń, więc teraz czas na coś czerwonego i zwiewnego. Karminowa suknia, krótsza z przodu i bardzo długa z tyłu, szeroka od pasa, lejąca się wokół kostek jak woda to jest to. Nie spodziewam się żadnych bójek, ale przezorny zawsze ubezpieczony, więc nie zapominam o specjalnej biżuterii wykonanej z poświęconego srebra i elektrum – szpilce do włosów i bransoletach, a do butów wkładam małe noże do rzucania. Zabieram ze sobą Marka (tylko najpierw się upewniam, że nikt nie ubrał go w futro), bo rozpaczliwie potrzebuje edukacji imprezowej, i Izzy – ona wie najlepiej, jak się bawić!

glitter.jpg
Let it glitter!

9. Broń

Oczywiście mój ulubiony łuk, który dostałam po praprababci. Nazywa się Kataigida, czyli Burza. Rozumiecie, bo tnie przeciwników jak burza 😉 To dar faerie, cenna broń przekazywana w rodzinie tylko kobietom. Jest zaczarowany: nigdy nie chybia i słucha tylko swojej właścicielki. Do walki wręcz używam floretu, który dostałam w Instytucie w Paryżu. Nazwałam go Aitis – Sztorm. Ten miecz ma czubek z adamasu, więc świetnie sprawdza się w walce z demonami. Te bronie stanowią przedłużenie mojej ręki. Ich ostrość i niezawodność przypomina mi, że to narzędzia, a nie zabawki. Mają służyć wyłącznie czynieniu dobra.

10. Strona mocy

Drużyna dobra, tylko! Clave mnie irytuje i rzadko kiedy się z nim zgadzam, ale to nie powód, żeby niszczyć świat i mordować niewinnych. Anarchia to nie rozwiązanie! Moim zadaniem jako Nocnej Łowczyni jest chronienie ludzkości przed demonami i to właśnie zawsze zamierzam robić. Raczej będę nawoływać do pojednania między Nocnymi Łowcami, niż zabijać tych, którzy się nie zgadzają z moimi przekonaniami, jak Sebastian. Poza tym nie mogłabym zdradzić przyjaciół – odwaga, uczciwość, lojalność i męstwo to cechy, które są dla mnie najważniejsze. Zło to łatwy wybór. Dobro to wybór mądry i odważny.

11. Bohater

Pamiętacie, jak Mark uratował mi życie podczas naszej randki? (tak, tak, spadłam z dachu budynku. Mnie wgl zdarza się spadać z różnych rzeczy. Niedawno spadłam ze schodów i skręciłam nadgarstek xD) Niedługo później mogłam mu się odwdzięczyć. Pewnej nocy Mark wybrał się na samotny patrol przy węźle geomantycznym i został zaatakowany przez mantydy. Akurat wracałam z Emmą z Nocnego Targu i na chwilę odłączyłam się od niej, chcąc pobyć trochę sama i pospacerować brzegiem morza, kiedy coś przykuło moją uwagę – masa negatywnych emocji, nagły metaliczny smak w ustach świadczący o obecności demonów. Skupiłam się i usłyszałam niewyraźny, tłumiony przez zaklęcia faerie wewnętrzny głos Marka. Od razu wyczułam jego skupienie na walce oraz powoli przejmującą nad nim kontrolę panikę, tak różną od jego zwykłego spokoju. Pobiegłam szybko jak wiatr w stronę, którą podpowiadała mi intuicja. Szybko oceniłam sytuację i zobaczyłam, że mantyd jest za dużo dla jednego wojownika, a Mark właśnie stracił broń. Sięgnęłam po Kataigidę i z daleka z łatwością wykończyłam potwory. Podbiegłam do chłopaka, który błądził na skraju przytomności, szybko tracąc krew. Mimo protestów nałożyłam mu kilka iratze, które na szczęście od razu pomogły. W ten sposób uratowałam życie Marka Blackthorne’a (a on zabrał mnie w podzięce na kolejną, tym razem bardziej udaną randkę 😉 ).

shadowhunter.jpg

Oto mój profil Nocnego Łowcy. A jak wygląda wasz? 😉

Grace Times

 

Trening Nocnych Łowców cz. 2

Kontynuacja Treningu Nocnych Łowców z Next Chapter 😉

7. Randka

Na randkę zabrałam Marka Blackthorne’a, którego poznałam w Instytucie Los Angeles 🙂 Intrygujący chłopak o niepokojących oczach pełnych tajemnic, pół faerie, który przeżył Dzikie Polowanie? Tak, proszę! Świetnie rozumiemy się z Markiem – oboje trochę różnimy się od innych. Poza tym Marka chronią zaklęcia faerie, które uniemożliwiają mi czytanie mu w myślach. To sprawia, że jestem go jeszcze bardziej ciekawa! A jak przebiegła nasza randka?

Noc. Grace i Mark siedzą na szczycie wieżowca, spoglądając na plażę. Mark czyta.

Grace: Co czytasz?

Mark: Słowa, słowa, słowa. (czyta na głos)

Mo­ja miłość równie jest głęboka

Jak morze, równie jak ono bez końca;

Im więcej ci jej udzielam, tym więcej

Czuję jej w sercu.

Grace: (ze śmiechem) Mów szeptem, jeśli mówisz o miłości. Mówić to mało, trze­ba mówić do rzeczy.

Mark: (pochyla się) Żar­tu­je z bliz­ny, kto nie zaz­nał rany.

Grace: (oburzona) Czy ja cię ranię?

Mark: Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem, zbyt mądrze piękna, stąd is­tnym jest głazem.

Grace: I jeszcze nazywasz mnie głazem, tak? Czekaj no, zaraz ci wsadzę tą książkę w…

Mark: Nie! Litościwa pani! Ja tylko chciałem wyznać ci me uczucia.

Grace: Najpierw miłość, a potem jakieś głazy! Jak tak kochasz, to pożycz skrzy­deł od Kupida!

Mark: (zawzięcie) Niech więc będzie! Konia, królestwo za konia! (wsiada a motor i odlatuje)

Grace: Stój! To była taka metafora!

Mark (odwraca się): Lecę po la Chanson de Roland, może tam wyczytam lepsze miłosne słowa, godne mojej pani!

Grace: (staje na skraju budynku) Zaraz ci zrobię la chanson de la mort de Mark Blackthorn, jeśli natychmiast tu nie wrócisz i nie-!

(Grace spada, drąc się niemiłosiernie. Mark ratuje ją)

Grace: Na Anioła, było blisko! Merci, merci!

Mark: Miało być nastrojowo, a tu zaraz by się skończyło żałobnie!

Grace: Tak, to by mogło w pewien sposób zabić atmosferę.

Mark: Do diabła z tymi wierszydłami! (wyrzuca książkę) Chodźmy po prostu na pizzę.

Grace: Niczego więcej nie pragnę. Ostatecznie… przez żołądek do serca!

Mark: A reszta niech będzie milczeniem.

(odlatują w stronę wschodzącego słońca)

mark_blackthorn
rysunek autorstwa Cassandry Jean

Pizza była pyszna.

*Cytaty pochodzą z Szekspira. Pieśń o Rolandzie właśnie czytam  na historię literatury francuskiej i nie mogę pozbyć się jej z głowy, stąd tu ona się wzięła xD

Reszta treningu w części trzeciej i ostatniej!

Grace Times

 

Trening Nocnych Łowców cz. 1

Cześć, misiaki!

Rok akademicki rozpoczął się i wziął mnie szturmem już od pierwszego dnia, więc nie miałam za bardzo czasu na pisanie. Tymczasem Embers z Next Chapter wpadła na fajny pomysł stworzenia własnej postaci w świecie Cassandry Clare. Znalazłam chwilę czasu między odrabianiem francuskiej gramatyki, a wkuwaniem historii Wielkiej Brytanii i… oto moja postać:

  1. Instytut

Od dziecka jakoś nigdzie nie mogę zagrzać miejsca. Urodziłam się w Idrisie, w rodzinnej posiadłości Solestar’ów. Uczęszczałam do Akademii Nocnych Łowców, ale kiedy poprzednich właścicieli zabił smoczy demon, moją rodzinę przydzielono do Instytutu w Krakowie. Ponieważ uwielbiam podróżować i poznawać nowe kultury, a także znam świetnie kilka języków (w tym stary faerie i kilka demonicznych dialektów), po skończeniu 18 lat postanowiłam wyjechać do zagranicznego instytutu. Na pierwszy ogień poszedł Paryż, gdzie spędziłam 3 miesiące. Z paryżanami miałam okazję pojechać na badania do instytutu w Londynie, gdzie zostałam kolejny miesiąc. W końcu wybrałam następny cel – instytut w Los Angeles. Dużo słyszałam o Emmie Carstairs i Blackthornach, pamiętałam ich z Mrocznej Wojny, a poza tym kocham morze i ciepły klimat, więc uznałam, że mogę zostać tam na dłużej. Dzięki temu uczę się walki pod wodą, a pogoda sprzyja intensywniejszym i dłuższym ćwiczeniom. Poza tym uwielbiam wcinać wampirzą pizzę, mniam!

2. Trener

Ile instytutów, tylu trenerów. W ANŁ uczył mnie mistrz strzelania z łuku, w Krakowie prywatny trener pomógł mi w opanowaniu wielu języków i walce z użyciem różnych broni, w Paryżu i Londynie tamtejsi nauczyciele szkolili mnie w walce w ciemnościach i ukrywania się, ale prawdziwy przełom nastąpił po wyjeździe do LA. Emma i Jem Carstairs okazali się być świetnymi trenerami. Emma uczy mnie zwinności, szybkości i walki mieczem, a Jem – precyzji, opanowania, walki bronią dalekosiężną, oraz jako były Cichy Brat pomaga mi rozwijać moje indywidualne talenty.

3. Parabatai

Moja historia parabatai jest dość przygnębiająca. Dla mnie od dzieciństwa był to ważny związek, więź nie do pokonania, wyjątkowa przyjaźń. Czekałam na odpowiednią osobę bardzo długo, aż w końcu znalazłam Marcellusa. To było jak kliknięcie – idealna harmonia. Niestety, radość nie trwała długo. Kiedy Jonathan Morgenstern zaczął tworzyć armię, nasza ceremonia została odroczona, a my walczyliśmy ramię w ramię przeciwko Mrocznym… do czasu. Pewnego dnia namówił mnie na patrol w sąsiednim instytucie. Trafiliśmy prosto w łapy Morgensterna. W obliczu przygniatającej przewagi liczebnej ukryłam się, ale Marcel podszedł prosto do Jonathana, przysiągł mu lojalność i napił się z Kielicha. Potem odwrócił się w stronę mojej kryjówki i wystrzelił z kuszy. Ranna uciekłam z trudem tylko dzięki Bramie. Zdrada bolała bardziej, niż zranienie. Potem Marcel zmarł razem z innymi Mrocznymi w ostatniej bitwie Mrocznej Wojny.

4. Podziemni

Jestem przyjaźnie nastawiona do wszystkich Podziemnych, nawet do faerie, choć teraz kontakty z nimi są zakazane. Cóż… lex malla, lex nulla! W Instytucie Krakowskim mam parę znajomych wilkołaków, którzy czasem pomagają mi  w patrolach. Najbardziej jednak lubię czarowników. Można się od nich tyle nauczyć, przeżyć razem tyle przygód, usłyszeć niezwykłe historie! Z wampirami za to otwiera się zupełnie nowe nocne życie. Zdarzyło mi się raz pójść z Magnusem, Catariną i Dolly na imprezę… To była niezapomniana noc pełna przygód uwzględniających nurkowanie, parę gęsi, jedną wystraszoną kapibarę i mnóstwo brokatu!

5. Przyjaciel

Przyjaźnię się z Emmą i Jem’em, po prostu świetnie dogaduję się z Carstairsami! Razem z Emmą chodzę na zakupy, oglądam filmy, zajadam pizzę i trenuję. Jem i ja mamy podobny charakter, więc mogę się do niego zwrócić z każdym problemem, a on służy radą i doświadczeniem.

6. Talent

Wrodzony. Cii, to tajemnica… Potrafię czytać w myślach! Tym bardziej ironiczna ta sprawa z parabatai, nie? Marcellus musiał użyć jakiegoś specjalnego zaklęcia, żeby mnie blokować. Mój dar bywa przekleństwem, jak sami możecie się domyślić. Nadmiar cudzych myśli i uczuć potrafi przytłoczyć, dlatego Jem uczy mnie kontrolować ten przepływ danych. Clave nic nie wie o moim talencie i niech póki co tak zostanie. Oni nie są zbytnio tolerancyjni…

shadowhuntress
Podczas patrolu

Reszta w części drugiej 😉

Grace Times

Babeczkowa wyliczanka. Wisienka

Cześć, misiaki!

Nadszedł ostatni dzień wyliczanki!

Wisienka

pobrane

Moją wisienką został Will Herondale z serii Diabelskie Maszyny! *fanfary*

willherondale
Wszystkie rysunki to prace Cassandry Jean

No naprawdę – on ma wszystko. Przystojny – ciemne włosy, niebieskie oczy, wysoki. Walijczyk – uwielbiam akcenty i obce języki, a walijski to strzała prosto w serce. Kocha poezję i powieści, a że ma doskonałą pamięć, może zawsze i wszędzie recytować ulubione fragmenty. Sam też lubi układać śmieszne piosenki i wierszyki. Przezabawny, ironiczny, sarkastyczny, inteligentny. Żyje w moich ukochanych czasach wiktoriańskich. Do tego Nocny Łowca, i to całkiem niezły.

willherondale3

A jak on potrafi kochać! Dla bliskich jest w stanie poświęcić absolutnie wszystko. To prawdziwy romantyczny bohater, bohater bajroniczny! Jego życie jest intensywne i pełne pasji. Oj tak, o Willu można mówić w samych superlatywach. To zdecydowanie jedna z najlepiej wykreowanych postaci, o jakiej czytałam.

willherondale2

Mogłabym napisać o nim więcej, ale kto go zna, to już i tak wie, w czym rzecz, a kto nie zna – niech natychmiast sięgnie po Diabelskie Maszyny! Nie będę spoilerować 😉

Jeżeli macie ochotę poznać Willa i wybrać się razem z nim na spacer o północy przy brzegu Tamizy w XIX wieku, przeczytajcie Mechanicznego Anioła!

willherondale1

Do wyliczanki nominuję każdego, kto ma ochotę ją zrobić 😉 Bawcie się dobrze!

Grace Times

IV Zlot Nocnych Łowców w Poznaniu (cz.2)

Część druga sprawozdania ze Zlotu Nocnych Łowców, czyli o moim stroju słów kilka.

W tym roku postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i uszyć wreszcie coś na mojego historycznego bloga, a jednocześnie zrobić kostium lady Camille z Diabelskich Maszyn.Jestem dopiero początkująca i porwałam się na zbyt wiele, więc aż tak historycznie to nie wyszło… zanim pokażę się w tej sukni na kostiumowym evencie, będę musiała wnieść parę poprawek! Dostałam za nią aż dwie nagrody na zlocie, z czego bardzo się cieszę, ale dodatkowo owacje na stojąco powinny dostać moja mama i ciocia mojego chłopaka, które bardzo mi pomogły i bez których ta kreacja na pewno by nie powstała!

Lady Camille Belcourt była diabelnie piękną kobietą. Co więcej, w swoim ubiorze hołdowała absolutnie najnowszym trendom obowiązującym w modzie.

camille
Camille means trouble

Kiedy przysiadała na krześle, okalające ją siedem wąskich falbanek z niebieskiej tafty sprawiało wrażenie, jakby wynurzała się z kaskady roziskrzonej błękitnej wody.

camille1
I smell bad blood

Jedynym akcentem przełamującym doskonałą bladość biustu i smukłej szyi były gęste, połyskliwe loki wokół twarzy i czarna aksamitka.

camile2
Camille, Lucy i Cordelia

Rubin zalśnił w blasku pobliskiej latarni, jego serce rozjarzyło się intensywną czerwienią krwi.

– To ładny drobiazg – dodał Magnus.

– Bardzo ładny – przytaknęła Camille, lekko rozbawiona tym niedopowiedzeniem.

– Nie dorasta pani do pięt, ale z pani urodą nic nie może się równać.

ccc
Faking innocence since 1857

Amor verus numquam moritur. 

Suknia na pewno doczeka się jeszcze niejednej sesji zdjęciowej, tym razem na lepszym tle 🙂

 

Cytaty pochodzą z Kronik Bane’a Cassandry Clare.

Grace Times

IV Zlot Nocnych Łowców w Poznaniu (cz.1)

Cześć, misiaki!

Dzisiaj nareszcie zabrałam się za napisanie sprawozdania ze Zlotu Nocnych Łowców – wydarzenia, na które zawsze czekam z utęsknieniem i w którym uczestniczyłam już po raz trzeci, czyli spotkania fanów twórczości Cassandry Clare 🙂 W tym roku wyjątkowo podzielono zlot na 2 dni, ja byłam na drugim – 27 sierpnia. Przyjechało mnóstwo znajomych, ale pojawiały się też nowe twarze. Całą organizację wzięła na siebie tym razem sama Embers, za co ją bardzo podziwiam – taki zlot to masa pracy! Ale jak zwykle dała radę – było super!

IMG_9152

Zabawę rozpoczął konkurs cosplay. Wszystkie stroje były prześliczne i każdy zgarnął jakąś nagrodę. Sponsorzy przeszli samych siebie: koszulki, parasolki, breloczki… Każdy miał szansę pojawić się na scenie i coś wygrać.

IMG_9068
Szlafrok Anioła i zwycięstwo!

Tradycyjnie sporą część zabawy stanowiły konkursy drużynowe. Grupy podzielone były ze względu na postacie z wszystkich serii książek Cassandry Clare. Rywalizacja była zacięta, ale – nie uwierzycie – choć moja drużyna Jem’a liczyła tylko osiem osób, wygraliśmy cały zlot!

IMG_9112
Drużyna Jem’a

A po zlocie? Jeszcze przez kilka dni spotykaliśmy się w mniejszych grupkach i podbijaliśmy Poznań. To miasto, do którego mogę ciągle wracać i nigdy mi się nie nudzi. #PoznańMiastoDoznań

 

włosy
Camille i królowa Jasnego Dworu (Embers): BFF

Jeśli chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej o Zlocie Nocnych Łowców, zerknijcie tutaj 🙂

W następnym wpisie trochę o moim cosplay’u!

Grace Times

Pani Noc. Recenzja

Cześć wszystkim!

Dziś recenzja książki, do której mam dość ambiwalentne uczucia.

Na Panią Noc czekałam bardzo długo, jeszcze zanim wyszło Miasto Niebiańskiego Ognia myślałam tylko o Emmie i jej nowej historii. Być może niepotrzebnie narobiłam sobie wyobrażeń lub założyłam, ze każda następna książka musi być lepsza od poprzedniej. Niestety, z Cassandrą Clare bywa bardzo różnie. Dary Anioła miały swoje jasne i ciemne strony, przy czym najlepszy tom zdarzył się chyba w połowie serii(Miasto Szkła naprawdę trzyma poziom!). Diabelskie Maszyny są niesamowite, jak już kiedyś pisałam, do tego każdy następny tom jest lepszy od poprzedniego, obfitują w barwne opisy, zapierającą dech w piersiach akcję, intrygi, realistyczne portrety bohaterów. Przyznam, że w Darach Anioła często najbardziej podoba mi się to, co przypomina mi o Diabelskich Maszynach. Za najlepszy tomik Clare uznałabym jednak chyba Kroniki Magnusa Bane’a. No i nic dziwnego, że stoją na wyższym poziomie, skoro pomagały go napisać dużo bardziej doświadczone autorki… Jednak przy pisaniu Pani Noc zabrakło czy to pomocy innych pisarzy, czy to natchnienia, ale coś w niej jest nie tak. Niby historia ok., ale jednak nie aż taka wciągająca. Przede wszystkim mniej realistyczna. Wszystko zdawało się jakieś takie płytkie i naciągane. Trudno mi uwierzyć, że swoją drogą świetnie wykreowane postacie zachowują się w sposób mało racjonalny i przemyślany. Jakby nagle ktoś obdarł je ze swojej osobowości, żeby zagrały, jak akurat tego wymaga historia, apotem wróciły do siebie. Akcji jako takiej jest bardzo mało, jak na tak grubą książkę. Taką ilość stron można było zagospodarować dużo lepiej, albo może skrócić ich liczbę o połowę. Jeśli chodzi o dobre strony, oprócz wspaniałych portretów postaci wracają znane nam z Diabelskich Maszyn(ale z Darów Anioła już nie – zastanawiam się, dlaczego)barwne opisy miejsc. Po prostu czuje się, że się jest w Los Angeles! Szkoda, że historia zabija miejscami atmosferę… Wydarzenia są dość przewidywalne, szczególnie biorąc pod uwagę, jak dużo autorka zdradziła wcześniej na swoim blogu i w różnych wypowiedziach. Kit dostał prolog? No to nie trudno się już domyślić, jak ważną rolę odegra potem… Szkoda, że wydarzeń opisanych z jego perspektywy było tak mało. Co więcej, brakuje mi spójności. Emma ma naprawdę dobre tło, które pozornie ją ukształtowało, a jednak mam wrażenie, że wcale na nią nie wpłynęło.. Jej osobowość, sposób myślenia, wszystko to jest zupełnie różne od tej Emmy, która poznaliśmy w Darach Anioła. Tamta bardziej nadawała się na główną bohaterkę. Postacie, które już znaliśmy z DA i DM zostały przesłodzone do bólu, kompletnie wyprane z osobowości, mdłe, ich historia tez gwałtownie się zakończyła w tęczy różu. Epilog był tylko wisienką na torcie. Pewne wątki były wciśnięte maksymalnie na siłę i rozwleczone po całej książce. Nie mam nic do homoseksualizmu (malec forever!), ale akurat w tym tomie to było naprawdę bardzo na siłę i baaardzo nierealistycznie przedstawione. Może od razu lepiej napisać yaoi, w którym od czasu do czasu pojawi się też heteroseksualny paring? Bo póki co mam wrażenie, że te są w mniejszości (a jeśli już, to od razu musi być miłość Romea i Julii, co w przypadku Clare jest już mocno oklepane). Wiecie, co mi to przypomina? Fanfiction. Takie pisane od ręki, po nocy, kiedy autorka chce tylko szybko, na już, już! powiedzieć swoje, a historię to najlepiej olać na rzecz opisywania rozterek w stylu gimnazjalistki, bawiąc się postaciami o móżdżku gimnazjalistki bardzo tępej. Jest to fanfiction Darów Anioła i Diabelskich Maszyn. Nie zdziwiłabym się, gdybym przeczytała to gdzieś na fanfition.net. Jedyne, nad czym się zastanawiałam, kiedy czytałam ten tom, to kto z kim będzie na końcu, a chyba jednak nie tego oczekuję od autorki fantasy, która już dawno udowodniała, że potrafi pisać lepiej. Zauważyłam, że Clare ma pewien schemat pisania, kiedy wprowadza w historię i kiedy ją rozwiązuje. Tym razem tak jakby wcisnęła kilkutomową akcję w jeden tom i to nie wyszło mu na dobre. Uważam, że ta książka powinna była zostać porządnie poprawiona przed wydaniem.

emmy1
Ja jako Emma Carstairs

 

Oczywiście, nie wszystko było słabe. Postać Marka albo historia Kita bardzo przypadły mi do gustu. Pojedyncze sceny były bardzo dobre, atmosfera też. Jednak ogólnie jestem zaskoczona, ze taka dobra autorka wydala takie coś. Gdybym nie znała jej innych książek, zapewne bardziej by mi się podobało. Oczywiście przeczytam sequel, jak tylko wyjdzie, ale mam nadzieję, że będzie lepszy, bo w tym tomie zabrakło magii, zabrakło historii, zabrakło Clare. Książka nie jest zła, ale czytałam lepsze.

midnight
Pani Noc. Cassandra Clare

Grace

Wakacyjna lista

Wakacje to idealny czas na sięgnięcie po nową książkę. Czy zostajemy w domu z opasłym tomiszczem na kolanach, wsłuchując się w bębnienie letniego deszczu o okienne szyby, czy wylegujemy się na plaży, przeglądając ebooka na tablecie, czy też jedziemy autem lub lecimy samolotem na spotkanie zagranicznej przygodzie, słuchając audiobooka, możemy zatopić się w nowej historii, której odmawialiśmy sobie przez cały rok i wreszcie się zrelaksować. Oto lista książek, które poleciłabym na wakacje 🙂

  • Syrena – Kiera Cass

Kahlen jest syreną. Nie ma jednak ogona ani rybich przyjaciół. Jej głos doprowadza ludzi do szaleństwa, każąc im skoczyć w morską toń i nigdy nie wypłynąć. Kahlen używa go tak, jak każe jej Matka Ocean, której musi służyć. Nie wolno jej z nikim rozmawiać. Co się więc stanie, gdy w najmniej odpowiednim momencie się zakocha?

Kiedy pierwszy raz ją czytałam, bardzo żałowałam, że nie znajduję się właśnie nad morzem i nie mogę czytać ze stopami zanurzonymi w wodzie. Ta historia jest spokojna, dojrzała, ale dostarcza wszystkich potrzebnych czytelnikowi emocji. Nie można się od niej oderwać, zapewniam.

  • Nie pozwól mi odejść. Ella i Micha – Jessica Sorensen

Ella wyjechała do college’u bez pożegnania z kimkolwiek ani mówienia, dokąd się udaje. Przez 8 miesięcy starała zmienić się całkowicie, zostawiając za sobą ponurą przeszłość. Musi jednak wrócić na wakacje do domu. Obawia się konfrontacji z dawnym najlepszym przyjacielem, Michą, którego wymazała ze swojego życia na ostatnie pół roku…

To przyjemny romans, lekki, ale niestandardowy. Idealny na leniwy wieczór.

  • Wolha Redna, tom 1. Zawód: Wiedźma – Olga Gromyko

Panna W. Redna, uczennica szkoły magii, zostaje wysłana, by zbadać dziwne napaści w kraju wampirów, Dogewie. Niespodziewanie zaprzyjaźnia się z młodym władcą, równie niepokornym i sarkastycznym, jak ona sama…

To pierwszy tom jednej z moich ulubionych serii książek wszech czasów. Żaden komentarz nie jest w stanie oddać humoru całej opowieści, pisanej z punktu widzenia niesamowicie zabawnej i psotnej Wolhy, to trzeba po prostu przeczytać. Obiecuję, że po tomie pierwszym najdzie was ochota, aby od razu sięgnąć po drugi, a każdy następny jest jeszcze ciekawszy, zabawniejszy i bardziej złożony. Wolha potrafi przekonać do siebie kilkoma zdaniami każdego (przetestowane!), a jeżeli jesteście fanami fantastyki lub chcielibyście zobaczyć prawdziwy słowiański Hogwart, jest to pozycja obowiązkowa.

  • After 1. Płomień pod moją skórą – Anna Todd

Tessa prowadziła dotąd idealnie uporządkowane i nudne życie. Wszystko wymyka się spod kontroli w pierwszy dzień studiów, kiedy nowa współlokatorka przedstawia jej swojego tajemniczego, nieuprzejmego znajomego…

Romans gorący jak upalne letnie dni. W sam raz na przeglądanie podczas opalania się. Może nie jest to najlepiej napisana powieść, jaką czytałam, ale świetnie nadaje się właśnie na wakacje, kiedy potrzebujemy odprężenia po stresującym roku.

  • Maybe Someday – Colleen Hoover

Ridge gra na gitarze tak, że porusza wszystkie serca. Sydney pisze niesamowite teksty piosenek. Kiedy się spotkają, mogą stworzyć coś wyjątkowego.

Opowieść o muzyce, pasji i miłości, która ma w sobie więcej, niż podaje jakiekolwiek streszczenie – tutaj bez spoilerów, ale obiecuję, że będziecie bardzo zaskoczeni! Myślę, że znajdą tu coś dla siebie również fani Johna Greena. Fajne jest to, że do książki dołączona jest playlista, więc możecie jednocześnie czytać i słuchać.

  • Miłość, flirt i inne zdarzenia losowe – Jennifer Echols

Kiedy nadchodzą wakacje, Lori postanawia porzucić wygląd chłopczycy i stać się bardziej kobieca. Wymyśla idealny plan, by podbić serce przystojnego sąsiada… zacząć umawiać się z jego młodszym bratem, a swoim najlepszym przyjacielem!

Prawdziwa wakacyjna książka 😉 jest naprawdę luźna i zabawna, nie nudzi, a choć w tytule ma miłość, więcej w niej komedii, niż romansu.

  • Percy Jackson i bogowie olimpijscy, tom 1. Złodziej pioruna – Rick Riordan

Percy Jackson wcale nie chciał być herosem, ale gen bohatera najwyraźniej ma we krwi. Jako syn greckiego boga nie ma wyboru – musi radzić sobie z życiem tak, jak robili to wielcy herosi wiele wieków temu. Co gorsza, właśnie zostaje oskarżony o kradzież pioruna Zeusa. Jeśli go nie dostarczy w terminie, rozpęta się wielka wojna!

I znowu – to jedna z moich najbardziej ulubionych serii. Polecam wszystko, co wyszło spod pióra Ricka Riordana, obiecuję, że każda jego książka będzie tak samo trzymać poziom i dostarczy mnóstwa emocji. Możecie sobie wybrać, jaką mitologię lubicie: grecką, rzymską, nordycką, a może egipską? Rick pisze o nich wszystkich! Wydaje regularnie i zapewnia mnóstwo tzw. companion books, ku uciesze fanów. Polecam jednak zacząć od oryginalnej serii o Percym. Jest bardzo zabawna, choć z każdym tomem, wraz z dorastaniem Percy’ego, historia robi się cięższa. Obiecuję, że Obóz Herosów wciągnie was w zupełnie nowy świat i dostarczy wspaniałych wakacyjnych wrażeń.

  • Papierowe miasta – John Green

Quentin jest od zawsze zauroczony w fascynującej sąsiadce, Margo Roth Spielgelman. Pewnego dnia ona przychodzi do niego z niezwykłą propozycją. A potem znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie, idąc za wskazówkami, które mu zostawiła.

Kolejna ze świetnych powieści Green’a. Obiecuję, że nie jest taka smutna, jak Gwiazd naszych wina! Papierowe miasta to historia w sam raz na wakacje. Nic dodać, nic ująć, po prostu dajcie się jej porwać 😉

  • Dary Anioła, tom 1. Miasto kości – Cassandra Clare

Spokojne życie Clary Fray lega w gruzach, kiedy znika jej matka. Zbiega się to ze spotkaniem przez nią tajemniczych, uzbrojonych po zęby nastolatków, którzy przedstawiają się jako Nocni Łowcy – potomkowie ludzi i aniołów, obrońcy ludzkości przed demonami. W ich Świecie Cieni panuje właśnie wielkie poruszenie – mówi się, że Valentine, zbuntowany Nocny Łowca, powrócił i szykuje się do wojny. Jaki jednak z tym wszystkim ma związek Clary? I gdzie zniknęła jej matka?

Jeżeli jeszcze nie sięgnęliście po Dary Anioła, wakacje to idealny moment. Historia wciąga w świat, który Clare opisuje w kilku wielotomowych seriach, więc zawsze można sięgnąć po więcej. To przygoda na całe wakacje. Książki są całkiem nieźle napisane, zabawne, czasem lekkie, czasem ciężkawe, ale nie dystopijne. Trzeba im przyznać jedno – wciągają, i to tak, że od ich kart nie da się oderwać!

A może warto przypomnieć sobie coś z klasyki? Hobbit będzie świetną lekturą na długą podróż – czytanie o przygodach Bilba tylko zwiększy ochotę na odkrycie nowych miejsc. Wakacje to również świetna okazja na zainteresowanie się jakąś znaną serią książek, na jaką nie miało się dotąd czasu. Igrzyska śmierci albo Więzień labiryntu to dwie trylogie, które spokojnie możecie pochłaniać podczas gorących letnich nocy, kiedy następnego dnia nie musicie wstać wcześnie. Tylko uwaga, one pochłaniają i naprawdę nie da się ich odłożyć nawet na chwilę snu!

To tyle na dziś. A jakie wy książki lubicie czytać podczas wakacji? 🙂

Grace Times